Wyprawa w kosmos czy ucieczka z Ziemi?

Gdy Sandra Bullock i George Clooney w „Grawitacji” przykręcali śruby podwieszeni pod satelitę w kosmosie, a gdzieś w oddali świeciła nasza Matka Ziemia, widzom właściwie nie pozostawało nic innego, jak oddać się marzeniom. „Proxima” jest filmem o 180 stopni innym. Zamiast kosmicznych widoków jest pot i krew podczas przygotowań do lotu w Gwiezdnym Miasteczku pod Moskwą i na terenie kosmodromu Bajkonur w Kazachstanie. Filmowcy skorzystali z autentycznych lokalizacji Agencji Kosmicznej, w których ćwiczą astronauci.

Sara (Eva Green) nie przypomina zrelaksowanej celebrytki udającej się we wspaniałą podróż marzeń. Wygląda raczej na umęczoną i wychudzoną sportsmenkę, dla której historyczny wylot jest przede wszystkim związany z matczynym bólem kobiety, która zostawia swoje dziecko. Trudno to nazwać i przeżywać inaczej. Na dokładkę, będąc przez kilka tygodni w rosyjskiej bazie, spotyka się z surowością Rosjan i obskurnością wnętrz. Nic dziwnego, że Kosmos wydaje jej się jedyną drogą ucieczki. Ale na żarty w filmie o bezkresach wszechświata jest tu mało miejsca. Filmowcy postanowili zrobić wszystko, by pokazać, jak tragicznym zawodem jest profesja astronauty. Odczarowują mit nadludzi, którzy jako ziemscy reprezentanci, wybrani z wybranych, lecą na podbój wszechświata. Zamiast zapierającego dech w piersiach filmu sf, serwują przygnębiający dramat. Co najpewniej musi oznaczać, że jest to film bliski prawdzie. 

„Proxima”
reż. Alice Winocour
FRANCJA 
PREMIERA POLSKA 24 STYCZNIA
OCENA 5/6
[pozostało do przeczytania -2% tekstu]
Dostęp do artykułów: