Pierwszy rok Niepodległej. Cztery pory wolności

„Spełniły się sny młodości: po latach męki wojennej, cierpień, walk, błędów i pracy, zajadłej, zapamiętałej pracy, po tylu przejściach, po tylu upadkach nadziei wyłaniało się oto niepodległe państwo polskie z krwawego odmętu dziejów. Uczucia, które rozpierały pierś moją w tym pierwszym dniu swobody, porównać mogę tylko z tymi, które odczuwałem w gorących dniach lata 1914 roku, w początkach wojny. Nie każde pokolenie może być dumne z przeżycia takich dni epokowych”.

Tak w swych „Pamiętnikach” wspominał listopad 1918 roku, Ignacy Daszyński, pierwszy premier pierwszego rządu Niepodległej. Ale już w następnych zdaniach pisał o pracy. Bowiem bycie wolnym od okupantów, od przemocy, od ucisku, było tylko pierwszym krokiem, warunkiem niezbędnym, by przejść do prawdziwej wolności. A ta jest zawsze wolnością do: jesteśmy wolni, więc podejmujemy zadania, poświęcamy swój czas, zdolności, a niekiedy i życie dla większego dobra. A u progu roku 1919 dobrem najwyższym, celem wysiłków i poświęceń tak wielu Polaków była Ojczyzna: wolna, niepodległa, suwerenna, silna i sprawiedliwa.

Zima
Jesienna fala entuzjazmu wywołanego cudem wolności opada szybko wobec zimowego głodu i chłodu. Polska jest do cna spustoszona przez okupantów, potrzeba stworzenia wszystkich instytucji państwa jednocześnie – na już, na wczoraj – sprawia, że stanowiska zdobywają ludzie przypadkowi i mali. „Na polach orężem ofiarnym zaoranym rozsiada się pasożyt i obejmuje w swoje posiadanie” – pisał „Głos Inteligencji”. Nauczycielami chcą być analfabeci, urzędnikami oszuści, policjantami złodzieje. Ci z Galicji pogardzają tymi z Królestwa i tęsknią za Franzem Josefem, ci z Wielkopolski nie znoszą i jednych, i drugich, mawiają, że Królestwo to „Rosja, zaludniona szczepem mówiącym po polsku, ale czującym po rosyjsku”. Faktycznie, jeszcze dwa lata wcześniej niektórzy ludowcy z Królestwa protestowali przeciwko uroczystościom ku czci Kościuszki, twierdząc, że...
[pozostało do przeczytania 76% tekstu]
Dostęp do artykułów: