Czas błaznów

Śmiech i satyra to nie tylko mądrzy trefnisie ze swadą piętnujący, ryzykując często swoje życie, pomyłki władców. Nie są to jedynie zafrasowani stańczycy, usiłujący swoją służbą przysłużyć się ojczyźnie. To nie zawsze są szekspirowscy mędrcy, gotowi wraz z wygnanym królem znosić upokorzenia i cierpienia swojego pana. Ani odważni pisarze, pokazujący hipokryzję i okrucieństwo tych, którzy są nad nimi.

Są też takie błazny, które stoją po drugiej stronie. To ludzie zawsze gotowi spełnić najbardziej parszywe żądania swoich władców, ośmieszyć wszystko, co może stać im na przeszkodzie. Śmiechem zagłuszyć każdą zasadną pretensję i skargę. Niestety III RP miała „szczęście” do tego rodzaju klaunów, czego ponurą puentą były grobowe tańce Palikota. Patrząc na część nowych posłów wybranych do Sejmu, ciężko nie odnieść wrażenia, że oto nastąpiła recydywa tej sytuacji.

Śmiech rewolucji
Incitatus. Może niektórzy pamiętają to imię z historii, inni z wiersza Herberta. Tak nazywał się słynny koń cesarza Rzymu Kaliguli. Pewnego dnia władca imperium uznał, że uczyni ukochanego wierzchowca senatorem i wprowadzi go jako równorzędnego członka do senatu, wtedy jeszcze w teorii – ciała politycznego współrządzącego Rzymem. Wszystko wskazuje na to, że opowieść ta jest wytworzoną na potrzeby późniejszej propagandy historycznej legendą, niemniej oddaje ona idealnie ówczesną wewnętrzną politykę cesarstwa rzymskiego. Coraz wyraźniejsza stała się brutalna dominacja autorytarnej władzy nad instytucjami pochodzącymi z czasów Republiki. Kolejni przywódcy, raz przemocą, raz szyderczą propagandą, sukcesywnie delegitymizowali instytucje, które mogłyby ograniczać ich działania. Legenda ta przeszła też do naszej kultury jako przykład sytuacji, w której kpina i zgorszenie stają się elementami bardzo konkretnej walki politycznej – będąc narzędziami dominacji strony dążącej do destrukcji i dyktatury. Gra bowiem, którą podjął między innymi...
[pozostało do przeczytania 68% tekstu]
Dostęp do artykułów: