Czysta matematyka i czysta wódka

Był sobie polski komunista, który mówił, że „nie wierzy w Stalina”. Nie przeszkodziło mu to w tym, by na początku lat 60. zostać dyrektorem Pałacu Kultury i Nauki. Na dodatek starał się, mimo szalejącego terroru komunistycznego, myśleć niezależnie. To jeden z bohaterów filmu „Ukryta gra”, w którego wcielił się Robert Więckiewicz. Choć jest to postać drugoplanowa, zaczynam od niej, bo na tym przykładzie najłatwiej dostrzec, z jaką swobodą interpretacyjną twórcy filmu podeszli do mrocznej karty historii PRL-u. Nie oznacza to, że arogancko zignorowali podstawowe fakty, ale z pewnością film „Ukryta gra”, rozpatrując warstwę faktograficzną, warto wziąć w duży nawias. Kino zna filmy szpiegowskie osadzone w konkretnych czasach przedstawionych w autorskim zwierciadle ich twórców. I nie ma się co obrażać, tak jak nie trzeba traktować tych opowieści bardzo serio. A film wzmocniony międzynarodową obsadą, jest świetnym kinem szpiegowskim!

Amerykańskie tajne służby porywają matematycznego geniusza i alkoholika, Joshuę Mansky’ego. Mężczyzna ma stoczyć w Warszawie szachowy pojedynek z sowieckim graczem. Gra jest jednak tylko przykrywką dla szpiegowskiej intrygi z konfliktem nuklearnym w tle. Od wyniku rozgrywki zależy bowiem bezpieczeństwo świata. Wojna atomowa w czasie kryzysu kubańskiego wisi na włosku. Zwykła gra w szachy staje się batalią decydującą o losie świata.
Filmowcy czerpiąc jednak z klimatu zimnej wojny, są tak bardzo ostrożni, że finalnie pokazują, iz nikomu nie można ufać. Szkoda tylko, że dla osiągnięcia tego wrażenia postanawiają zrównać morale Amerykanów z Sowietami.

„Ukryta gra”
reż. Łukasz Kośmicki
POLSKA, PREMIERA 8 LISTOPADA 2019
OCENA 5/6
[pozostało do przeczytania -3% tekstu]
Dostęp do artykułów: