Allo, Allo! Merllande nadchodzi!

Listek figowy

Hollande’a i Merkel łączą wspólne interesy i wspólne cele polityczne, których Berlin i Paryż nie byłyby w stanie osiągnąć bez utrzymania historycznego tandemu, który nazywał się Merkozy, a dziś otrzymał przydomek Merllande. Zresztą jak zwał, tak zwał – idea panowania nad Europą Francji i Niemiec jest bliska realizacji. Nie jest to idea nowa, wylęgła się wkrótce po wojnie w głowie ówczesnego kanclerza Konrada Adenauera, który pospieszył z pojednaniem z Francją.

Przyjaźń Niemiec i Francji rozwijała się i krzepła przez ubiegłe dziesięciolecia. I to bez względu na okoliczności i nieprzewidziane wydarzenia, a przede wszystkim bez oglądania się na dominujące u sąsiada tendencje polityczne, zmiany ekip rządowych i prezydentów. Dlaczego Francja jest tak bardzo potrzebna Niemcom w dążeniu do hegemonii w Europie? Otóż Francja jest dla Republiki Federalnej Niemiec listkiem figowym, mającym przykryć niewygodną, a nazywając rzecz po imieniu – zbrodniczą przeszłość narodu germańskiego. Francja była w czasie II wojny światowej jednym z nielicznych krajów, w którym życie toczyło się w miarę normalnie, nie było tam obozów koncentracyjnych, można się było swobodnie poruszać po kraju i z niego wyjeżdżać. Okupanci hitlerowscy byli pod urokiem Francuzek, a ruch oporu, czy jak kto chce tzw. Resistance, działał mniej więcej tak jak to pokazali Brytyjczycy w pysznym serialu komediowym „Allo, allo!”. Niemcy nie wyświetlili tego serialu u siebie, bo zbyt wiele w nim francuskiej kolaboracji i tępoty niemieckich oficerów. Francuzi też woleli go nie pokazywać. Bo mógłby wpłynąć negatywnie na ocenę „bohaterstwa” Francuzów podczas wojny, wręcz ich ośmieszyć. I przypomnieć młodemu pokoleniu o kolaboracji południa Francji z reżimem hitlerowskim, o Francji Vichy. U nas cieszył się ogromnym powodzeniem, czemu nie należy się dziwić. Ale my nie mamy się czego wstydzić.

I właśnie Berlin i Paryż kręcą współczesne „Allo, allo!”, które nie...
[pozostało do przeczytania 70% tekstu]
Dostęp do artykułów: