Druzgoczące zarzuty biegłych wobec BOR

Brak pirotechnika

Jak dowiedziała się „Gazeta Polska”, opinia biegłych jest druzgocząca dla kierownictwa BOR także w innych punktach. Jak stwierdzili biegli, sposób planowania, organizacji i realizacji działań ochronnych podejmowanych przez funkcjonariuszy BOR w ramach wizyty prezydenta RP wraz z małżonką w Federacji Rosyjskiej był od początku niezgodny z zasadami i pragmatyką obowiązującymi wówczas w BOR, a stwierdzone uchybienia miały znaczący wpływ na obniżenie bezpieczeństwa ochranianych osób. Lista zarzutów pod adresem kierownictwa BOR jest bardzo długa.

I tak, nie wyznaczono dowódcy grupy rekonesansowej. W grupie tej w ogóle nie było pirotechnika ani lekarza sanitarnego (badającego stan miejsca lądowania i pobytu pod kątem zagrożeń sanitarno-epidemiologicznych).

Funkcjonariusze BOR biorący udział w zabezpieczeniu wizyty prezydenta nie zostali poinformowani o stopniu zagrożenia osób ochranianych.

Analiza, której zadaniem jest wyznaczenie oceny poziomu zagrożenia, nie została poddana weryfikacji. Tymczasem na podstawie oceny poziomu zagrożenia planuje się dalsze działania ochronne, dobiera odpowiednie do nich siły i środki. Oceny te powstały zresztą w ostatniej chwili (6 kwietnia 2010 r.), kiedy nie można było właściwie wykorzystać płynących z nich wniosków.

Nie uwzględniono prowokacji

Stopień zagrożenia wizyty prezydenta RP 10 kwietnia 2010 r. w Smoleńsku BOR ocenił jako średni. Wśród czynników wpływających na potencjalne niebezpieczeństwo wymieniono „stałe zagrożenie atakami terrorystycznymi ze strony fundamentalistów islamskich pochodzących z północno-kaukaskich republik rosyjskich”. Tymczasem – jak uznali biegli – przy wizycie prezydenta należało przyjąć wysoki stopień zagrożenia. BOR popełnił błąd, nie uwzględniając takich czynników zagrożenia, jak możliwość działania osób pod wpływem emocji i możliwość prowokacji, które w przypadku wizyty premiera...
[pozostało do przeczytania 38% tekstu]
Dostęp do artykułów: