Teraz czas rozliczyć winnych

Awaria dotyczy nie tylko rurociągu przesyłowego, ale też spalarni osadów. Inspektorzy ustalili, że przestoje awaryjne warszawskiej spalarni osadów zajęły niemal połowę czasu z ostatnich sześciu lat od otwarcia – mówi Paweł Ciećko. Z nowym Głównym Inspektorem Ochrony Środowiska, rozmawia Jacek Liziniewicz

Nie wiem, czy Pan wie, ale o awarii „Czajki” śpiewa się już nawet na stadionach. Ostatnio kibice Legii w niewybredny sposób przypominali mieszkańcom Płocka o tym, że woda poniżej Warszawy jest zanieczyszczona szambem. Czy kilka tygodni po katastrofie możemy oszacować straty przyrodnicze i środowiskowe?
Przyśpiewki kibiców, memy w internecie, emocje mieszkańców zaniepokojonych sytuacją – wszyscy to obserwowaliśmy. Ludzie zrozumieli zagrożenie, ale władze MPWiK w Warszawie do tej pory nie doceniają powagi sytuacji. Skutki dla przyrody są poważne, 75 procent parametrów wody w Wiśle badanych w czasie katastrofy pogorszyło się. Zanieczyszczenie, które dostało się do Wisły, sprawi, że biocenoza królowej rzek będzie się odradzać przez kilka lat. Do Wisły wpłynęło około 4 milionów m³ nieoczyszczonych ścieków bytowych, przemysłowych i wód deszczowych z ulic wielkiego i uprzemysłowionego miasta. Fekalia utworzyły ławice na rzece. To było jak bomba azotowa, kilkanaście ton azotu na dobę przez kilkanaście dni non stop. Prowadzimy monitoring badawczy na całej długości Wisły. Między Warszawą a Płockiem mamy obszary Natura 2000 i rezerwat Wyspy Kiełpińskie. Szacujemy straty i widzimy pogorszenie stanu ekologicznego w zbiorniku włocławskim – wzmożenie procesów gnilnych może zabić życie w tym akwenie. Zanieczyszczenia sedymentują, czyli opadają na dno, proces będziemy obserwować przez długi czas.

Jakie substancje szkodliwe dostały się do Wisły i co one mogą powodować?
Przede wszystkim związki azotowe i fosforowe, substancje szkodliwe z przemysłu, substancje ropopochodne zmywane z ulic miasta. Azot...
[pozostało do przeczytania 69% tekstu]
Dostęp do artykułów: