Albo film, albo polityka

FILM [Cel – pal – pudło!]

Patryk Vega chciał zapewne ujawnić, jak zakłamana jest polityka. A tymczasem pokazał, jak zakłamane potrafi być kino. Właśnie na przykładzie swojego filmu „Polityka”. Ta premiera miała straszyć przed wyborami. Straszyć odkryciem utajonych prawd. Miało być błoto politycznych polskich podwórek i wielkie przekręty na wielkiej politycznej scenie. Wyszła rubaszna komedia, w której reżyser strzela do polityków równie niecelnie, jak jego bohater pudłujący na poligonie wojskowym do plansz. Oczywiście wspomniana postać jasno nawiązuje do Bartłomieja Misiewicza. Odniesienia do konkretnych osób i zdarzeń są tak oczywiste, że pozostają poza dyskusją. Plansza kończąca film (wyświetlana zbyt krótko, by móc ją przeczytać w całości), z informacją, że Antoni Królikowski wcale nie gra Misiewicza, przypomina tłumaczenie dziecka, które nie odrobiło pracy domowej, bo po drodze porwało je ufo. I po co ten cały cyrk? „Polityka” skompromitowała Vegę. Ale zrobiła też znacznie więcej. Głośny i
64%
pozostało do przeczytania: 36%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Interesuje Cię pakiet wielu subskrypcji? Napisz do nas redakcja@gazetapolska.pl

W tym numerze