W imię prawdy

To oczywiste, że lepiej by było, gdyby 1 września w Warszawie jednak pojawił się prezydent Donald Trump. Zależało nam na tym, by przekaz o polskiej wersji historii, o tym, że II wojna światowa rozpoczęła się właśnie tu, właśnie od niemieckiego ataku na Polskę, poszedł w świat jak najszerzej, a obecność Trumpa to gwarantowała.

Damy sobie jednak radę bez niego. Co prawda w chwili, gdy piszę te słowa, jest 30 sierpnia, nie mam więc pojęcia, jak przebiegną obchody 80. rocznicy wybuchu II wojny. Pewne jednak jest, że pomimo braku obecności prezydenta USA będą to uroczystości zgoła inne niż te przed dziesięcioma laty. Pamiętają Państwo? To z tamtego momentu pochodzi słynna fotografia, kiedy na Westerplatte śp. prezydent Lecha Kaczyński po tym, jak przemówił, z całą mocą wskazując winnych hekatomby lat 1939–1945 – Rosję Sowiecką i Niemcy Adolfa Hitlera – idzie wzdłuż trybuny honorowej, na której siedzieli ówcześni (i dzisiejsi) rządzący tymi krajami Angela Merkel i Władimir Putin. Na tym zdjęciu widzimy, że słowa tragicznie zmarłego prezydenta są nie w smak zarówno Merkel, jak i Putinowi. Ale jest na tym zdjęciu ktoś jeszcze – to ówczesny premier Donald Tusk, który siedzi wśród przywódców Rosji i Niemiec i z równą im niechęcią patrzy na polskiego prezydenta, jakby pytając: „Coś ty najlepszego zrobił?”. A On jedynie mówił o Holokauście i Katyniu, i konsekwencjach II wojny światowej, a swoje przemówienie zakończył słowami: „My, Polacy, mamy prawo do dostępu do prawdy, dostępu do prawdy o sprawach dla naszego narodu tragicznych, i z tego nigdy zrezygnować nie możemy”. To jednak było przed dekadą. Dekadą, która przyniosła nam katastrofę – Smoleńsk i śmierć prezydenta Kaczyńskiego, po której obóz niepodległościowy miał się już nie podnieść, a która przyniosła sinusoidalne zmiany na scenie politycznej i wreszcie Dobrą Zmianę, której nie wolno pozwolić zaprzepaścić. Teraz na pewno padną podobne słowa jak te śp. prezydenta Kaczyńskiego, ale nikt z...
[pozostało do przeczytania 1% tekstu]
Dostęp do artykułów: