Wielka „afera” małej „Emi”

Rozniecona do granic histerii sprawa „farmy trolli w Ministerstwie Sprawiedliwości” niejako przy okazji obnażyła kilka słabości naszego życia publicznego, stała się też dowodem na to, jak nisko upadło rzemiosło, które kiedyś nazywane było dziennikarstwem.

Patologia, która toczy polskie środowisko sędziowskie, obnażyła się przy tym jak zamtuz po usunięciu drzwi. Jednym słowem „afera” okazała się pożyteczna wbrew jej autorom i wbrew intencjom tych, którzy ją wyolbrzymiali. Ale po kolei.

„Śledztwo” der Onet
Teksty, które ujawniły sprawę, zostały napisane na poziomie szkolnej rozprawki. Tyle w nich dziennikarstwa śledczego, co w
[pozostało do przeczytania 87% tekstu]
Dostęp do artykułów: