Celebrycki rausz

Piotr Najsztub, Stefan Niesiołowski, Kazimierz Marcinkiewicz czy wreszcie Kamil D. – coś tych ludzi łączy. Każdy z nich był – jeszcze niedawno – kreowany na autorytet i wyrocznię politycznych sądów, gustu i tego, co jest wskazane. Do tego można dopisać jeszcze obecnego europosła Włodzimierza Cimoszewicza. Łączy ich także przekonanie o własnej bezkarności i znajdowaniu się o wiele powyżej poziomu szarego obywatela naszego kraju.

Fakty są takie: 26 lipca na trasie autostrady A1 na wysokości Piotrkowa Trybunalskiego doszło do wypadku z winy kierowcy, którym okazał się 51-letni Kamil D. W wydychanym powietrzu miał on 2,6 promila alkoholu. Tajemnicą nie jest, że chodzi o znanego dziennikarza – celebrytę, byłego prowadzącego „Fakty” TVN.

TVN to stan umysłu
Tyle suchej informacji. Ale Kamil D. jest tu postacią symboliczną; otrzymał od życia więcej szans niż każdy przeciętny człowiek. Wyszedł z ciężkiej choroby, znajdował się na medialnym szczycie nadwiślańskiego gwiazdozbioru, pokazał jednak, że nie uczy się na błędach i szansach od losu, które nieustannie otrzymywał. Być może dopiero teraz w pełni wyjdą na jaw jego wszystkie zachowania, za które – po cichu – usunięty został z kultowej wówczas stacji TVN. Bo Kamilowi D. uchodziło wiele. Pomimo że był znany z niewybrednego traktowania współpracowników, a szczególnie niewiast, władze stacji przymykały na to oko. Nawet kiedy jeden z tygodników opisał jego ekscesy, postanowiono rozstać się z nim po cichu, tuszując – ile się tylko da – nagłośnione przez tygodnik zarzuty. Bezczelny, pewny siebie, wyszczekany był królem „warszawki”, brylował w towarzystwie stołecznych celebrytów. Był twarzą stacji telewizyjnej, która nie wahała się zatrudnić także byłego pensjonariusza zakładu karnego Jacka B. jako swojego czołowego… reportera śledczego. B., zanim także po cichu, opuścił firmament TVN, także brylował na TVN-owskich imprezach, był ulubieńcem kierownictwa tej stacji....
[pozostało do przeczytania 71% tekstu]
Dostęp do artykułów: