Postępactwo

Zmiana daty, dobry moment, żeby się zadumać nad męczącą powtarzalnością naszej historii. Jakby Pan kazał nam, Polakom, w kółko powtarzać te same błędy, te same absurdy, niczym tępemu uczniowi – aż coś wreszcie zrozumie. Sięgam po wiersz księcia biskupa warmińskiego. Wprawdzie duchowny, i nawet hierarcha, ale przecież nie uważany nigdy za obskuranta czy wstecznika – oto, jak portretował „oświeconych” ze współczesnych mu salonów:

Wolter nie kazał słuchać w niedzielę mszy świętej
Helwecyjusz powiedział – dobre są rozwody
Rousseau nieprzyjacielem był święconej wody
Locke uznał w dziesięcinach wynalazek prosty
Newton czterdziestodniowe nienawidził posty
Diderot mniemał, iż źle bywać na kazaniu
D’Alembert pisał książkę przeciw bierzmowaniu…

Wypisz wymaluj: „młody, wykształcony, z dużego miasta” i jego autorytety! Gombrowicz w wulgarnej interpretacji Palikota, Giedroyc wykastrowany i podany do wierzenia przez Michnika, parę nazwisk znanych z łamów i z portalu „Krytyki politycznej” – bez cienia znajomości, z czym faktycznie się one wiążą, poza szczuciem na „spasionych biskupów”. Plus wiedza o wszechpotężnej Opus Dei czerpana z Dona Browna.

A propos – opowieść pewnego profesora, któremu w analizowanym ze studentami tekście trafiła się wzmianka o „trzydziestu srebrnikach”. Czy to się państwu z czymś kojarzy? – pyta. Na sali głucha cisza, dwudziestu paru studentów czwartego roku nie najgorszej szkoły nigdy o srebrnikach nie słyszało. W końcu jednemu, jedynemu, coś zaskakuje: no, to chyba… „Kod Leonarda da Vinci”?

Podobnych anegdot można by zebrać grubą książkę. Matołectwo absolwentów produkowanych przez permanentnie reformowaną państwową edukację niepostrzeżenie sięgnęło szczytów. Nie byłoby to może aż tak straszne – powszechne wykształcenie wszędzie jest fikcją, tak naprawdę państwo potrzebuje tylko wąskiej elity – gdyby ignorantów z papierami nie tresowano w poczuciu...
[pozostało do przeczytania 28% tekstu]
Dostęp do artykułów: