Cywilizacja nadmiaru i róbta, co chceta

Urodziłem się wystarczająco wcześnie, by pamiętać z akademika dziewczyny, dla których epitet „stara panna” był bolesny i motywował je do działania. A były to panny 24-, 25-letnie.
Pamiętam rozmowy z babcią Femcią, dla której czas dramatycznego kryzysu lat 1924–1929 był żywym doświadczeniem. Jej rodzina przeżyła dzięki zagonowi kapusty. Inne rodziny miały mniej szczęścia.


Babcia niezależnie od tego, czy traktowała mnie jak syna, potem brata, a na końcu ojca, zawsze po przywitaniu pytała, czy w domu jest cukier i kapusta.

Dotykałem w swym młodzieńczym życiu wielowiekowej, niezmiennej kultury, której ważnymi elementami były regulowanie przez
[pozostało do przeczytania 71% tekstu]
Dostęp do artykułów: