Cywilizacja nadmiaru i róbta, co chceta

Dodano: 02/07/2019

Felieton [PostFelieton]

Urodziłem się wystarczająco wcześnie, by pamiętać z akademika dziewczyny, dla których epitet „stara panna” był bolesny i motywował je do działania. A były to panny 24-, 25-letnie. Pamiętam rozmowy z babcią Femcią, dla której czas dramatycznego kryzysu lat 1924–1929 był żywym doświadczeniem. Jej rodzina przeżyła dzięki zagonowi kapusty. Inne rodziny miały mniej szczęścia. Babcia niezależnie od tego, czy traktowała mnie jak syna, potem brata, a na końcu ojca, zawsze po przywitaniu pytała, czy w domu jest cukier i kapusta. Dotykałem w swym młodzieńczym życiu wielowiekowej, niezmiennej kultury, której ważnymi elementami były regulowanie przez społeczność sfery seksualnej jej uczestników oraz codzienna walka o fizyczne przetrwanie. Ta kultura przestała istnieć. Homogeniczny obyczaj i cywilizacja niedoboru opuściły zbiorową wyobraźnię. Żyjemy obyczajem „róbta, co chceta” w cywilizacji nadmiaru. Na ulicach jeszcze nie dominują grubasy jak w USA, ale jesteśmy na dobrej drodze
     
30%
pozostało do przeczytania: 70%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze