Rzecznik Praw Mniejszości

Dużo łatwiej jest budować państwo od podstaw, niż reformować instytucje, które powstały w czasach totalitarnej podległości obcemu mocarstwu. Świadczy o tym historia funkcjonowania urzędu Rzecznika Praw Obywatelskich.

Instytucja Rzecznika Praw Obywatelskich powita w czasach Jaruzelskiego, zatoczywszy krótki kurs ku przyzwoitości – za czasów doktora Janusza Kochanowskiego – obecnie – za sprawą Adama Bodnara – wraca do swojego ideologicznego, nieprawego łoża. Bodnar sprawił, że sprawowanie tej funkcji stało się synonimem skrajnego politycznego zaangażowania, które wykracza daleko poza ramy zdrowego rozsądku i powszechnego pojmowania zasad sprawiedliwości i realnej dbałości o przestrzeganie praw obywateli.

PRL-owskie korzenie
W art. 2 ustawy o RPO czytamy: „Rzecznikiem praw obywatelskich może być obywatel polski wyróżniający się wiedzą prawniczą, doświadczeniem zawodowym oraz wysokim autorytetem ze względu na swe walory moralne i wrażliwość społeczną”. Odnosząc ten przepis zarówno do czasów, w których utworzono ten urząd, jak i do osób – w przeszłości – go sprawujących, można mieć wrażenie, że autorzy ustawy postanowili wyjątkowo zakpić z suwerena – polskiego społeczeństwa. Urząd RPO nieodmiennie był więc skojarzony z lewicą, nigdy jednak reguły jego piastowania nie były tak jaskrawo nagięte jak w przypadku obecnego rzecznika.
Pierwszym RPO była profesor Ewa Łętowska. Została mianowana na ten urząd w czasach rządów PZPR, miała osobiste poparcie generała Wojciecha Jaruzelskiego, pełniła swój urząd aż do 1992 roku. W maju 2002 roku została mianowana sędzią Trybunału Konstytucyjnego – poparli ją wtedy posłowie SLD, PSL i Unii Pracy. Pomimo pozowania na „niezależny autorytet” zawsze łączyły ją bliskie więzy z lewicowym salonem III RP. Jednak dzięki sporej wiedzy prawniczej i próbom niezależnego myślenia można ją uznać za RPO, który i tak był najmniej zależny od kaprysów lewicowych autorytetów. Nie trzeba...
[pozostało do przeczytania 70% tekstu]
Dostęp do artykułów: