Wacław Lange. Karzące ramię komunizmu

„Gdy burza nadejdzie, zły ulegnie zagładzie, sprawiedliwy trwa mocno, i tak będzie zawsze” – w Księdze Przypowieści króla Salomona po wielekroć przywołana jest jedna z najgłębszych i najstarszych ludzkich tęsknot: pragnienie sprawiedliwości, tej, która ratuje ludzi prawego serca, i tej, która jest „zgubą złoczyńców”. W roku 1989, roku przełomu, powrót sprawiedliwości był jedną z najbardziej oczekiwanych przez Polaków zmian.

Zdolność do wybaczania to piękna, chrześcijańska postawa. Jednak w uczciwym państwie i zdrowym społeczeństwie przebaczenie musi być poprzedzone sprawiedliwością, której istotą jest nazwanie dobra dobrem, zła zaś złem. Na początku III RP, gdy przed sądem stanął Adam Humer, jeden z najgorszych komunistycznych oprawców, wydawało się, że uda się dokonać sprawiedliwej oceny przynajmniej tak zwanego okresu stalinizmu, że będzie można osądzić zbrodniarzy i zrehabilitować ich ofiary, oddać cześć bohaterom.
 
Wbrew wszelkim prawom
Miarą komunistycznej pogardy dla choćby pozorów prawa były wojskowe sądy i prokuratury. Dziś już nie ma wątpliwości, że powstały i funkcjonowały nielegalnie, że były sprzeczne nawet ze stanowionymi przez komunistów prawami – do tworzenia których komuniści jako uzurpatorzy i marionetki obcego mocarstwa nie mieli żadnego mandatu. Zadanie wojskowych sędziów i prokuratorów sprowadzało się do jednego: wymordowania tych, którzy – pozostając wiernymi legalnej Rzeczypospolitej – odważyli się wierność tę potwierdzać czynem, i do zastraszenia pozostałych. Jednym ze zbrodniczych prokuratorów wojskowych był urodzony w 1924 roku Wacław Lange.
W listopadzie 2000 roku prokuratorzy Instytutu Pamięci Narodowej ustalili, że „w ośmiu prowadzonych procesach prokurator Wacław Lange wnosił o wymierzenie kar śmierci. Kary te zostały wykonane (…). Żądanie wymierzenia kar śmierci pozostawało w rażącej dysproporcji do czynów skazanych, a miały one na celu wyeliminowanie przeciwników...
[pozostało do przeczytania 70% tekstu]
Dostęp do artykułów: