Film w służbie propagandy

Dodano: 12/06/2012

Wiek XX był czasem kolejnej wędrówki ludów – ze świata nędzy w zaświaty propagandy. I z powrotem. W wojnie i odbudowie towarzyszył im coraz częściej film, do którego rozwoju przyczyniły się dwa totalitaryzmy – niemiecki i sowiecki – oraz jedna infantylna demokracja – oczywiście amerykańska. Trzeba w tym miejscu przypomnieć nazwiska Leni Riefenstahl i („Triumf Woli” – 1934 r., „Olympia” – 1936 r.) oraz Sergiusza Eisensteina. Nazwisko tego ostatniego kojarzy się przede wszystkim z „Pancernikiem Patiomkinem” i z nakręconym ku czci Stalina „Iwanem Groźnym”. Warto do nich dorzucić kultowy ongiś „Październik“ (1928 r.). Jeżeli bowiem dzieła Riefenstahl montowane były z autentycznego materiału filmowego, kłamstwo polegało na montażu i przemilczeniach, to Eisenstein po prostu… obywał się bez rzeczywistości. Jego „Październik” to pierwsza w tej skali świadoma próba zastąpienia historii – propagandową „narracją”, czyli po prostu fikcją. Dziś powiedzielibyśmy matriksem lub bardziej elegancko –
     
6%
pozostało do przeczytania: 94%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze