9 lutego 2011

Wojsko jest instytucją, którą Egipcjanie poważają. To dzięki jego postawie nie doszło do masakr, a także np. zamknięcia Kanału Sueskiego. Ma jeszcze do odegrania dużą rolę i nikt nie powinien się z tego względu zżymać. Może przeciwstawić się radykałom. Opozycji brak liderów – ElBaradei raczej oparcia w społeczeństwie nie ma. 20 proc. poparcia dla Bractwa Muzułmańskiego to dla zdeterminowanej mniejszości bardzo dużo. W to, że ta osławiona, wszędzie obecna organizacja – z której wywodzą się zabójcy Sadata, w tym obecny zastępca bin Ladena – przemieniła się nagle w zgoła wyłącznie towarzystwo charytatywne, trudno uwierzyć. Groźba destabilizacji regionu (świata) jest realna. Zwłaszcza że, co niemal umyka opinii, Liban został opanowany już prawie w pełni przez Hezbollah. Ameryka, reagując stopniowo coraz ostrzej, zachowała się całkowicie sensownie. I nie gorzej niż Europa. Mało mówi się o znacznie gorszej dyktaturze w Syrii (a także Libii). A brutalną rozprawę reżimu irańskiego z opozycją przyjęto ze spokojem. Wszelako i te drapieżne reżimy od zagrożenia falą protestów bynajmniej nie są wolne. Egipt zaiste nie musi koniecznie zmienić się w państwo radykalnie islamskie, wypowiedzieć układu z Izraelem, wspomagać Hamas. Trudno jednak uwierzyć także, by stał się demokracją, nawet arabskiego typu. Podobnych terminów warto używać wstrzemięźliwie.
[pozostało do przeczytania -0% tekstu]
Dostęp do artykułów: