Medialna pułapka

Sukces i co z tego

Dobrą okazją do tego, by zobaczyć sterujące systemem III RP zza kulis mechanizmy, jest informacja z ostatnich dni: „Gazeta Polska” zrównała się wielkością sprzedaży z tygodnikiem „Wprost”. Teoretycznie zatem powinna uzyskiwać zbliżone dochody z reklam. Jak jest naprawdę? Wystarczy wziąć do ręki egzemplarze obu tygodników, by dostrzec drastyczną wręcz różnicę.

Porównajmy zatem. Z jednej strony tygodnik, który niegdyś, pod kierunkiem Marka Króla, pobudzał do myślenia, dopuszczał na swe łamy także autorów niepokornych, wpływał w istotny sposób na ton debaty publicznej kraju. Dziś, po przejęciu przez jeden z najdziwniejszych tworów biznesu III RP, „Platformę Mediową Point Group”, salonowy do znudzenia, błyskawicznie tracący czytelników, do tego stopnia jednostronny i politycznie zaangażowany, że na tle innych piszących tam autorów nawet „felietonista” Lech Wałęsa specjalnie nie wyróżnia się poziomem. Słowem, jeszcze jedno pisemko zajmujące się głównie atakowaniem opozycji – kolejna „Gazeta Wyborcza”, tyle że drukowana na trochę lepszym papierze.

Z drugiej – „Gazeta Polska” – nie tak kolorowa, w innym formacie i na gorszym papierze, ale – co z punktu widzenia reklamodawców powinno być decydujące – mająca identyczny nakład, a ponadto posiadająca nad „Wprost” pewną istotną przewagę. W normalnych warunkach reklamodawcy zwracają bowiem także uwagę na lojalność czytelnika, jego przywiązanie i zaufanie do danego tytułu. A pod tym względem tygodnik Tomasza Sakiewicza bije na głowę pismo kierowane przez bezbarwnego Michała Kobosko. „Wprost” kupowane jest bowiem obecnie w części przez czytelników inercyjnych, którzy nie zauważyli radykalnego zwrotu w linii redakcyjnej pisma, a po części przez nabywców przypadkowych, którzy chwytają w kiosku, spiesząc się na pociąg, pierwsze z brzegu kolorowe pismo.

Teoretycznie więc oba tygodniki powinny mieć podobną liczbę reklam. Tymczasem we „Wprost” są całe...
[pozostało do przeczytania 71% tekstu]
Dostęp do artykułów: