Po dwudziestu latach

Obecnie są czynione nowe?

Tak, oczywiście to trwa cały czas. Niewątpliwie zależności są wciąż wykorzystywane, pewne układy były i są wciąż oparte na powiązaniach sprzed lat. Jednak to traci z każdym dniem na znaczeniu, ponieważ sprawa dotyczy pokolenia, które już odchodzi.

Czy jednak system się nie replikuje? Nie wciąga młodych ludzi, przedłużając negatywne skutki swojego istnienia?

Oczywiście, środowiska, które są związane z byłym systemem, przekazują do pewnego stopnia patologie i powiązania z pokolenia na pokolenie. To widać. Elity, które otrzymaliśmy w spadku po PRL, zajmują w części pozycje dziedziczne.

Jak Pan dziś ocenia swoje odwołanie z funkcji premiera?

Jako pretekst do mojego odwołania posłużyła tzw. lista Macierewicza. Jednak upadek mojego rządu był podyktowany de facto innymi czynnikami. Stały za tym przede wszystkim pieniądze. Chodziło o podział majątku, który został po PRL-u. On był jeszcze „do wzięcia”, gdy ja byłem premierem. W ramach procesu transformacji grupy interesu chciały się zabezpieczyć. I to właśnie nastąpiło.

Ma Pan poczucie, że wraz z upadkiem Pana rządu zaprzepaszczona została szansa na przełom?

Dziś nie mam pewności, czy mój rząd był taką szansą. Niewykluczone, że tych szans nie było od początku. Myślę, że to, jak było naprawdę, historycy będą próbowali odczytać w przyszłości. Myśmy mieli program przeprowadzenia transformacji, który w tamtym momencie stał się nieaktualny.

Dotyczył pieniędzy?

Tak. Jedna z naszych ustaw dotyczyła procesu prywatyzacji, powoływała instytucję – akcjonariat narodowy, która miała się zajmować procesem prywatyzacji. Jednak trudno sobie wyobrazić, by ci, którzy chcieli zarabiać na uwłaszczeniu, dopuścili do takich zmian. Uderzenie w ich interesy było do przewidzenia. Wyrok na mój rząd został wydany.

Jednak...
[pozostało do przeczytania 9% tekstu]
Dostęp do artykułów: