Sto miliardów w kosmos

Skąd akurat te wspomnienia? Otóż mam nieodparte wrażenie, że te nieszczęsne mistrzostwa, na które tak strasznie liczy władza, są dla Tuska tym samym, czym lot Hermaszewskiego był dla Gierka. Patrząc obiektywnie, to przecież był pewien sukces. Polak poleciał w kosmos, nigdy wcześniej ani później się to nie zdarzyło. Władza przekonana była, że Polaków ogarnie szał radości, i robiła, co mogła, żeby im w przeżywaniu tej wielkiej dumy i radości pomóc. Znalazły się pieniądze i moce na popularyzowanie idei kosmonautycznej, był nawet specjalny program w TVP: „Telewizja Młodych Kosmonautów »Orbita«”, i tylko, jak w „Branżowym Walcu”, ludzi nie było, bo ich to wszystko jakoś mało interesowało.

Nie znam się na piłce nożnej, bardzo możliwe, że nasza piłkarska reprezentacja, zasilona Niemcami polskiego pochodzenia, którzy w swoim kraju się nie załapali, ale u nas mogą robić za gwiazdy, naprawdę coś tam osiągnie. Że sportowcy dadzą z siebie wszystko, jak przecież bez wątpienia dał z siebie wszystko Hermaszewski, i może nawet wyjdą z grupy o własnych siłach, bez pomocy sędziów (bo organizatorom tradycyjnie zależy, by drużyna gospodarzy grała jak najdłużej). Nic do nich nie mam, jak w żadnym wypadku nie chciałbym deprecjonować zasłużonego lotnika. Ale władza, która liczy, że można ludzkie aspiracje do życia na europejskim poziomie zaspokoić intensywną propagandą namawiającą do świętowania, i kłuciem w oczy stadionami jednorazowego użytku, ma chyba niezbyt równo pod stropem. Szczególnie gdy powtarza krok w krok te same błędy, na których raz już kiedyś podobna władza się wywaliła jak na skórce banana. Wtedy też byliśmy dziewiątą potęgą gospodarczą świata, i świat podziwiał, że się u Gierka spotyka prezydent Francji z gensekiem… I jakoś się skichało.
[pozostało do przeczytania -1% tekstu]
Dostęp do artykułów: