Za martwych płacili podwójnie. Rabacja galicyjska 1846 roku

„Nie wlewajcie młodego wina do starych bukłaków, bo rozsadzi je” – te słowa Chrystusa doskonale opisują sytuację w Europie ponapoleońskiej. Społeczeństwa zmieniały się wraz ze zmianami ekonomicznymi, narastała migracja ze wsi do miast, burżuazja bogaciła się, rosła w siłę warstwa robotników. Tymczasem monarchowie i szlachta ze wszystkich sił starali się zakonserwować stary system z władzą absolutną i dominacją posiadaczy ziemskich. Szczególnie ostro napięcia występowały na ziemiach polskich pod zaborami rosyjskim i austriackim, gdzie wciąż utrzymywano pańszczyznę.


Od upadku powstania listopadowego minęło już kilkanaście lat, więc coraz mocniejsze było przekonanie, że nadeszła pora, by Polacy znów upomnieli się o wolność. Szczególnie aktywna w opracowaniu planów powstańczych była emigracyjna Centralizacja Towarzystwa Demokratycznego Polskiego. Plan wystąpienia powstańczego obejmującego zabór pruski i austriacki opracował Ludwik Mierosławski. W Galicji spiskowcy zamierzali rzucić przeciwko „słabym” siłom austriackim, liczącym około 25 tys. żołnierzy, kilkanaście tysięcy – o ile tyle udałoby się zachęcić – powstańców uzbrojonych w kosy i broń myśliwską. Po pokonaniu Austriaków siły polskie miały ruszyć za Wisłę, do zaboru rosyjskiego, i opanować budowaną przez Rosjan twierdzę w Dęblinie. Niewiarygodne, ale ten kompletnie nierealny plan zyskał aprobatę Centralizacji i przystąpiono do jego realizowania. Wybuch powstania zaplanowano na 21 lutego 1846 roku.

Uciskani i głodni
„Lud Polski z praw wszelkich wyzuty, ciemnotą, nędzą i niewolą przyciśniony, wydartą mu przed wiekami ziemię dotąd w krwawym pocie na cudzą korzyść uprawia; dotąd jeszcze w prowincjach dawnych przez Moskwę zagarnionych, jako własność nieoddzielna od ziemi, wraz z nią jest przedawany. Cierpiąca i znieważona w nim ludzkość o sprawiedliwość woła. Na głos ten głuchymi byli wewnętrzni ujarzmiciele” – tak nad losem chłopów w zaborze...
[pozostało do przeczytania 75% tekstu]
Dostęp do artykułów: