Kogo nagradza nagroda?

Na wszelki wypadek zaznaczę, że choć generalnie zgadzam się z Braunem w ocenie pożytku, jaki z działalności arcybiskupa mieli wrogowie Kościoła katolickiego, to absolutnie nie akceptuję takiego sposobu wypowiadania się o, było nie było, duchownym i hierarsze. Problem „złych pasterzy” istnieje w Kościele nie od dziś, i trzeba sobie z nim radzić, nie szkodząc wspólnocie. Ale mój pogląd na tę sprawę nie ma tu nic do rzeczy. Ważne jest to, że Feniksa przyznano Braunowi za konkretne dokonanie twórcze, a nie za przekonania polityczne ani wypowiedzi na tematy publiczne. Mobilizując oburzenie przeciwko tej nagrodzie – z typową dla siebie obłudą, tzn. niby to tylko informując o oburzeniu „w Kościele” – salon bardzo dobitnie obnażył po raz kolejny swoją hipokryzję.

Czy ktoś pamięta jeszcze, jak pewien lokalny radny zaprotestował przeciwko uczczeniu w jego miejscowości Jana Brzechwy, przypominając jego zaangażowanie w stalinizm? Czy ktoś pamięta jeszcze, jak rodzinna miejscowość niejakiego Bruno Jasieńskiego, wyjątkowej kreatury i żadnego poety, chciała usunąć go z listy patronów ulic? Jak wtedy chóry autorytetów gęgały, że liczy się dzieło, nie życiorys, że nie wolno wielkiemu poecie wypominać tego, co tam w życiu mu się zdarzyło robić! Ta linia – że nagroda jest za dzieło, a nie za postawę – obowiązuje zawsze, gdy trzeba bronić swoich.

To, proszę państwa, coś więcej niż tylko obłuda. Po prostu patroni Nike i innych „prestiżowych” nagród mimochodem ujawniają to, co dla nich oczywiste: że nagrody są sposobem budowania „dobrego towarzystwa” – a także wykluczania z niego. Nie chodzi w nich o uhonorowanie książki, filmu czy innego dokonania. Chodzi o politykę personalną: kogo nominować na Europejczyka, kogo ewentualnie umieścić na liście autorytetów dla jej uwiarygodnienia, a kogo zamilczeć i wyrugować z obiegu. Przecież „żyjemy w czasach, kiedy Adam Michnik wybornie znał się na poezji”. I na wszystkim innym.
[pozostało do przeczytania -1% tekstu]
Dostęp do artykułów: