Pokłosie rewolucji czyli 1 maja w Berlinie

Kiedy przed 60 laty powstawała Republika Federalna Niemiec, nikt przy zdrowych zmysłach nie wpadłby na pomysł wątpić w jej demokratyczny fundament. Ani razu niemieckim społeczeństwem nie wstrząsnął rewolucyjny dreszcz. Niemcy były syte i zanurzone w dobrobycie. Na gruncie zamożności i samozadowolenia trudno budować rewolucyjny nastrój. Zawsze znajdą się jednak wyjątki. Ten niemiecki ma twarz nowej lewicy, która na początku lat 60. przystąpiła do stawiania państwa niemieckiego pod pręgierzem zarzutów i oskarżeń. Za sprawą dzieci pokolenia ’68 wszystkie dziedziny życia społecznego objawiły się jako kapitalistyczne, imperialistyczne i klerykalne. Od tamtego czasu rewolucyjne podchody wtopiły się w zachodnioniemiecki pejzaż. Z tym że mimo destrukcyjnych zapędów, utrzymywanego z moskiewskich pieniędzy lewicowego salonu w Niemczech prawdziwa rewolucja w sensie klasycznym nie wybuchła. Pod koniec lat 80. satelickie państwa ZSRS wyzwoliły się spod sowieckiego jarzma, a i sam Związek Sowiecki
     
26%
pozostało do przeczytania: 74%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze