Takiego Budapesztu to ja nie chcę

Dodano: 27/11/2018 - Nr 48 z 28 listopada 2018

Felieton [Mucha na dziko]

„Będziemy mieli w Warszawie Budapeszt” – któż nie pamięta tych słów, które w 2011 roku wygłosił Jarosław Kaczyński po przegranych wyborach parlamentarnych? Wówczas przyjmowaliśmy to z nadzieją, że i nad Wisłą nadejdzie czas zmiany, której doczekali się Węgrzy po długich i destrukcyjnych latach rządów socjalistów. Dziś po trzech latach Dobrej Zmiany mogę powiedzieć, że Budapesztu wciąż w Warszawie nie ma, ale to poniekąd bardzo dobrze. Od tamtej pory sporo się zmieniło, zmienił się także Viktor Orbán, który po drodze jeszcze dwa razy wygrał wybory i rządzi nad Dunajem w sposób tak niepodzielny, że nawet skrajnie prawicowa partia Jobbik stwierdziła, iż nie ma czego szukać po prawej stronie, i przeflancowała się na centrystów. Węgry są wciąż solą w oku zachodnich mediów, które wymieniają je jednym tchem obok Polski jako enfant terrible całej Europy, zwalając na nie winę za wszystko i traktując jako kozła ofiarnego, na tle którego można się wybielić (to wybielenie może
     
49%
pozostało do przeczytania: 51%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze