Brutalny lincz na pośle PiS

27 kwietnia b.r. „Newsweek” opublikował materiał atakujący posła. Jego autor sugeruje, że polityk PiS zabił człowieka, uniknął kary ze względu na swoją pozycję. Materiał „Newsweeka” został zamieszczony w na portalu Onet.pl. Pod tekstem pojawiły się setki komentarzy typu „Jackiewicz morderca” itp. – Miarka się przebrała. To atak na mnie i moich bliskich. Nie pozwolę na szerzenie takich kłamstw na mój temat – mówi „Gazecie Polskiej” Dawid Jackiewicz. I deklaruje, że w podobnej sytuacji, w obliczu zagrożenia swoich bliskich postąpiłby podobnie. Zacznijmy jednak od początku. Co naprawdę wydarzyło się w grudniu 2006 roku?

Tragiczny grudniowy wieczór

27 grudnia 2006 r. Anna Jackiewicz, żona młodego posła Prawa i Sprawiedliwości jechała autobusem, z pięcioletnim synkiem na zakupy. W pewnym momencie pijany pasażer zaczepił dziecko, obłapując je i przytrzymując za kurtkę. Anna Jackiewicz zareagowała, przysuwając syna do siebie i odgradzając go w ten sposób od napastnika. Gdy matka z dzieckiem wysiedli z autobusu, pijany mężczyzna wyszedł za nimi. W słabo oświetlonej alejce prowadzącej do sklepu schwycił dziecko. Mimo próśb i krzyków kobiety nie chciał wypuścić płaczącego chłopca.

Na pomoc matce i jej dziecku pospieszyli młodzi mężczyźni, dzięki którym kobiecie udało się uwolnić syna i schronić w sklepie. Anna Jackiewicz zadzwoniła do męża, prosząc go o szybki przyjazd. – Gdy przyjechałem na miejsce, rozglądaliśmy się za tym mężczyzną, mógł przecież zaczepiać inne kobiety w okolicy, ale już go nie było. Jednak chwilę później żona rozpoznała napastnika w autobusie, stojącym na pobliskiej pętli – wspomina Jackiewicz. Poseł poprosił kierowcę o wezwanie policji.

W tym czasie napastnik opuścił autobus i skierował się w stronę rodziny Jackiewicza, wtedy miało miejsce tragiczne zdarzenie. – Zapytałem tego człowieka, dlaczego nęka moją rodzinę. Ten zamachnął się, ja go odepchnąłem – mówi Jackiewicz. Napastnik Zbigniew M...
[pozostało do przeczytania 62% tekstu]
Dostęp do artykułów: