Oj, nie tak, panowie, nie tak!

Miłośnicy ustnej harmonijki i bluesa w wykonaniu satyrycznym pewnie skojarzyli tytułowe słowa z wielkim przebojem Ireneusza Dudka. Słusznie! A dalej pamiętacie? „Mam dwie lewe ręce. / Nie mam pieniędzy. / Nie mam ochoty / wziąć się do roboty. / Zamiast pracować / ja wolę leniuchować”.

Tak to szło i mniej więcej tak idzie opozycyjnym nieudacznikom, którzy ze wszystkich lewych atrybutów najbardziej lewe mają ręce. Zmiana władzy zawsze wymaga zmiany nastrojów społecznych. PiS przez osiem lat bezskutecznie próbowało zmienić emocje, choć materiału nie brakowało – od wielkich afer po Smoleńsk. Wreszcie przyszedł rok 2014 i w sumie mało znaczące ośmiorniczki skonsumowane w podrzędnej restauracji stały się dla Polaków najważniejszym problemem politycznym. Tak to działa, ludzie podniecają się tym, co namacalne: „Złodzieje nażerają się za nasze pieniądze”. Obecna opozycja ma znacznie gorzej niż PiS – ani dużych afer nie widać, ani dzięki Bogu tragedii. Pozostaje im dmuchać w iskierki, a ponieważ tęsknota za władzą jest olbrzymia, to dmuchają nawet w popiół. Trzeba nie mieć politycznej wyobraźni, aby budować aferę na KNF. 90 procent Polaków nie potrafi rozszyfrować skrótu KNF, 89 procent pierwszy raz usłyszało o Marku Chrzanowskim i drugie tyle ma w poważaniu fakt, że bankier Czarnecki bankrutuje. Nic z tego nie będzie i nie mogło być. PiS nie poniesie konsekwencji „afery” KNF, a jeszcze może na tym wygrać. Jest jednak w tym coś niepokojącego. Po wszystkich „taśmach Sowy” wierzyć się nie chce, że są jeszcze jacyś politycy władzy i funkcjonariusze publiczni, którzy podobne rozmowy prowadzą. Nad tym PiS powinno się pochylić, bo jeśli wypłynie bodaj mała ośmiorniczka, to sprawy przybiorą zupełnie inny i fatalny obrót.
[pozostało do przeczytania -1% tekstu]
Dostęp do artykułów: