Między panem, wójtem i deweloperem

Dwa tygodnie temu opisałem żenujący pomysł jednego z deweloperów, który chcąc zapewnić nabywcom swoich „apartamentów” doznania estetyczne z wysokiej półki, wyremontował jedną ze ścian w sąsiadującym z „apartamentami” bloczku z lat 50., pozostałe pozostawiając szare i niewykończone.

To mniej więcej tak, jakbyśmy kupili ubogiemu sąsiadowi odświętne ubranie, w którym miałby się nam pokazywać, gdy wychodzimy z domu. Ale okazuje się, że nie brak w Krakowie (a pewnie i w innych częściach naszego kraju) speców, którzy są w stanie pobić estetę z „apartamentów”. Oto przy ulicy Krowoderskiej kolejny deweloper postanowił wcisnąć w malutkie podwórko czterokondygnacyjny budynek. Mają tam się znaleźć lokale, które z racji bliskości Starego Miasta będą służyć prawdopodobnie jako kwatery na krótkoterminowy wynajem. Któż inny chciałby bowiem mieszkać w zacienionej z trzech stron studni, patrząc w okno sąsiadowi? Budowa i jej przyszłość to oczywiście szereg uciążliwości dla okolicznych mieszkańców, którzy nie dość, że stracą ostatni skrawek przestrzeni i słońca, to jeszcze będą borykać się z hałaśliwymi imprezowiczami i turystami przybywającymi „na kwaterę” o każdej porze dnia i nocy, a dodać trzeba, że sąsiadujące z budową budynki zamieszkane są w większości przez ludzi nie najmłodszych. Deweloper – a jakże – ani myśli zrezygnować ze swojego genialnego pomysłu i już teraz przez wjazdową bramę na podwórko w tę i z powrotem kursuje koparka, niewiele węższa od planowanego budynku. Przed nami wybory samorządowe, które – także w Krakowie – powinny być plebiscytem. Plebiscytem, w którym zdecydujemy, czy nasze miasta w dalszym ciągu będą „udzielnymi księstwami”, gdzie w podejrzany sposób zdobywa się pozwolenia na zabudowę blokiem trawnika, gdzie panuje dyktat pieniądza i układ „między panem, wójtem i deweloperem”. Może już dosyć tego?
[pozostało do przeczytania -1% tekstu]
Dostęp do artykułów: