WILCZE OCZY, POPIE GARDŁO...

Do stanu, w jakim znajduje się nasza władza, jej urzędnicy i poplecznicy, pasuje jak ulał stare porzekadło: „wilcze oczy, popie gardło, co zobaczy, to by zżarło”. Na pierwszy ogień poszła najbardziej przeszkadzająca w tym dziele partia opozycyjna – Prawo i Sprawiedliwość. Trzeba ją zeżreć, bo strach przed utratą pełnej władzy ma wilcze oczy. Takie jak spojrzenie premiera Tuska w ostatnim czasie. Trzeba zniszczyć wszystko, co pachnie wolnością: wolne media, niezawisłe sądy, niezależnych naukowców i niezależnych lekarzy.

Te wysiłki są coraz brutalniejsze i z tego powodu coraz głupsze. Przykro słuchać Moniki Olejnik, która ze strachu przed utratą władzy nad widzami i słuchaczami ucieka się do chamskiego nazwania PiS „pisuarami”. I łamie wszelkie standardy dziennikarstwa i dobrego wychowania. Poruszył mnie do głębi tekst pani Paradowskiej z „Polityki” na temat katastrofy smoleńskiej. Tekst zaczerpnięty prosto z magla, w którym różne pańcie oceniają to wydarzenie następująco: „Prawdopodobnie Rosjanie mogliby zwrócić wrak wcześniej, ale jeśli ciągle słyszą, że być może ich premier, a zarazem prezydent elekt, uczestniczył w spisku, to nie mają powodu, by się spieszyć. Pewnie sami byśmy się w podobnej sytuacji nie spieszyli”. Podpowiadam wybitnej, nagradzanej masowo publicystce: myślenie ma kolosalną przyszłość. Gdyby u nas rozbił się rosyjski samolot, oddalibyśmy wrak już na drugi dzień i wzięli na siebie odpowiedzialność za wszystko. Czy Janina Paradowska nie pamięta czasów PRL-u? Bywa, że w starszym wieku pamięć zawodzi, ale na szczęście nie wszystkich. Natomiast zdarza się to manipulantom o wilczych oczach i popim gardle.
[pozostało do przeczytania -1% tekstu]
Dostęp do artykułów: