Moherowi ekonomiści mieli rację

Zgubne doktrynerstwo

Prezes NBP Marek Belka powiedział mediom wprost, że jest to „zaostrzenie nastawienia Rady Polityki Pieniężnej”, czyli że w najbliższym czasie należy spodziewać się podwyżek stóp procentowych. Prof. Belka i prof. Zielińska-Głębocka przekonywali, że Polska jest dziś jednym z nielicznych krajów prowadzących „normalną politykę pieniężną w niespokojnych czasach”. Ich zdaniem, stosowanie obecnie w tej polityce „niestandardowych instrumentów” powoduje „tworzenie się nowych nierównowag w gospodarce, które trzeba będzie po ustąpieniu kryzysu niwelować”. Niestandardowe instrumenty to przede wszystkim niskie stopy procentowe. Główny ekonomista SKOK Janusz Szewczak wyjaśnia, że niskie stopy obowiązują w warunkach spowolnienia lub recesji w większości wysoko rozwiniętych krajów, jak Szwajcaria, Wielka Brytania, USA. Wynoszą nawet 1,5 do 0,5 proc., a przy obecnej inflacji oznaczają dla gospodarki realnej i dla konsumentów oprocentowanie ujemne. Według RPP, w Polsce trzeba koniecznie trzymać się doktryny monetaryzmu, nawet jeśli akurat przestała się sprawdzać.

Spowolnienie czy recesja?

RPP i sam prezes Belka nie dostrzegają, że najprawdopodobniej czeka nas w drugim półroczu raczej recesja niż nieznaczne spowolnienie. Słabnięcie całej gospodarki sygnalizuje już duży spadek dochodów. Deficyt budżetu państwa po marcu br. wyniósł ok. 23 mld zł, gdy całoroczny planowany deficyt to 35 mld zł. Czyli mamy niedobór wyższy niż 60 proc. Zdaniem resortu finansów to żadna niespodzianka, zwykle deficyt w pierwszych miesiącach każdego roku jest dużo większy, a w drugim półroczu radykalnie spada. To prawda, ale tegoroczny niedobór w kasie państwowej po trzech miesiącach, jest znacznie wyższy niż w latach poprzednich. W 2011 r. po dwóch miesiącach deficyt sięgał 35,9 proc. planu całorocznego, w 2010 r. – 32,3 proc. W pierwszym kwartale br. niedobór jest prawie dwukrotnie wyższy. Już po dwóch miesiącach...
[pozostało do przeczytania 69% tekstu]
Dostęp do artykułów: