Kolej na eurokompromitację?

Autostrad nie będzie

Odpowiedź na postawione na wstępie pytanie byłaby oczywista podczas poprzednich Mistrzostw Europy. W Niemczech, Austrii czy Szwajcarii istnieją autostrady, którymi bez najmniejszych problemów mogły się przemieszczać tysiące samochodów, a linie kolejowe mają infrastrukturę również gotową podołać zadaniu przewiezienia kilkudziesięciu tysięcy piłkarskich fanów.

Jednak w naszym przypadku, jak wiadomo, podstawową przeszkodą jest prosty fakt nieistnienia połączenia autostradowego stolicy z jakimkolwiek miastem, a już na pewno nie z Wrocławiem. Wprawdzie ministrowie Grabarczyk i Nowak obiecywali tzw. przejezdność budowanych kawałków autostrad, ale obecnie, gdy właśnie okazało się, że niewłaściwie wykonane nawierzchnie popękały w setkach miejsc, nawet ta kuriozalna obietnica wydaje się niemożliwa do zrealizowania. Gdy zatem na starą, znajdującą się w remoncie trasę Warszawa–Wrocław wyjedzie kilka tysięcy dodatkowych pojazdów, można się spodziewać wielogodzinnych korków i opóźnień.

Samolotami uda się podróżować niewielu kibicom, zatem dla znacznej większości pozostanie kolej. I tutaj pojawiają się jeszcze poważniejsze wątpliwości. Zacznijmy od budzącego zdziwienie geograficznego układu rozgrywek.

Podstawowy błąd

Grupa A (Polska, Rosja, Czechy i Grecja) będzie grała w Warszawie i Wrocławiu. Grupa C (Hiszpania, Włochy, Irlandia i Chorwacja) w Poznaniu i Gdańsku.

Wystarczy rzut oka na mapy kolejową czy drogową, by zobaczyć totalny brak logiki w tym układzie. Przecież praktycznie nie ma bezpośrednich, w miarę wygodnych połączeń między Warszawą i Wrocławiem ani pomiędzy Poznaniem i Gdańskiem. O wiele bliżej od siebie położone i lepiej skomunikowane są – zarówno liniami kolejowymi, jak i drogami – Warszawa z Gdańskiem, a Poznań z Wrocławiem! Według kursującej wśród kibiców plotki ta dziwaczna, mogąca nas wiele kosztować decyzja wynikła z troski...
[pozostało do przeczytania 68% tekstu]
Dostęp do artykułów: