Korzenie

Pamiętam moją harującą na paru etatach – byle związać koniec z końcem – śp. Mamę. Brała nadgodziny, bo z pieniędzmi było krucho. Nigdy nie zapisała się do partii komunistycznej i zapłaciła za to – jak bardzo wielu Polaków za PRL – niemałą cenę. Ceną była kariera zawodowa. Przez lata nie mogła wyjeżdżać na Zachód „za karę”, za przedłużenie pobytu naukowego w Belgii. Takich jak ona, ludzi „gorszych” z punktu widzenia władzy, były tłumy. Na barykady nie chodziła, ale syna na Polaka wychowała. Pamiętam – miałem wtedy siedem lat – „przyklejoną” do małego radioodbiornika i słuchającą Wolnej Europy w czasie Grudnia ‘70. Pani profesor, znająca kilka języków obcych, przez lata patrzyła, jak
[pozostało do przeczytania 70% tekstu]
Dostęp do artykułów: