Gdzie dwóch się bije

Jedną z atrakcji imprezy „Dymarki w Nowej Słupi” były inscenizacje bitew Rzymian i barbarzyńców. Szczególnie ciekawa i pełna odniesień do współczesności stała się próba odtworzenia potyczki skłóconych... wodzów rzymskich.

Próby odtworzenia procesu wytopu żelaza sprzed dwóch tysięcy lat odbywają się w tym miejscu od 1967 r. Wówczas entuzjaści ze świętokrzyskiego PTTK zorganizowali imprezę plenerową, której główną atrakcją były próby wytopu żelaza w piecach dymarskich. Jako miejsce akcji wybrano działające już od 1960 r. Muzeum Starożytnego Hutnictwa Świętokrzyskiego w Nowej Słupi. Zainteresowanie publiczności było zaskoczeniem dla organizatorów, podobnie jak pierwsze miejsce „Dymarek” Świętokrzyskich w konkursie na najciekawszą imprezę krajoznawczo-turystyczną. Od tamtej pory impreza odbywa się w każde wakacje, towarzyszą jej pokazy rzemieślników odtwarzających przeróżne profesje z okresu kultury przeworskiej, inscenizacje bitew legionistów rzymskich z plemionami barbarzyńców, a także – poza głównym nurtem – występy zespołów folklorystycznych i prezentacje twórców ludowych. Gdy natłok stoisk z watą cukrową i wyrobami z Dalekiego Wschodu zaczął przeszkadzać ortodoksyjnym odtwórcom, doszło do rozłamu. Stowarzyszenie, będące siłą sprawczą „Dymarek”, organizuje od 2017 r. swoją imprezę, a samorząd – własną. Na szczęście – w różnym czasie, więc prawdziwym zwycięzcą tej batalii jest publiczność, która ma okazję dostosowania swych wakacyjnych planów do jednego z terminów. Rekonstruktorzy związani z imprezą od lat spotkali się w lipcu na bardziej kameralnej odsłonie „Dymarek” i kręcili nosem na samorządowy festyn, którego główną atrakcją był w tym roku... koncert niejakiego Sławomira.
Odwiedziłem pop-kulturowe „Dymarki” w Nowej Słupi jako kierowca i pomocnik wytwórcy szklanych koralików, Janiego Ignisa. Sławomira nie słyszałem, śpiąc po dniu wyczerpującego dymania w miechy...


Ogniem i deszczem
Mimo...
[pozostało do przeczytania 43% tekstu]
Dostęp do artykułów: