Zapiski z podróży na Kresy

Dodano: 07/08/2018

Felieton [Z bliska]

Czarny woron (tak nazywano ciężarówki kryte plandeką) przyjeżdżał najczęściej w nocy. Sołdaci wyprowadzali całe rodziny z domów, w pośpiechu poganiając kolbami, pakowali na samochód, nie pozwalali nawet założyć zimowej odzieży. Polaków transportowano na miejsce zgrupowania, gdzieś koło bocznicy kolejowej, skąd w bydlęcych wagonach zaczynała się długa droga na wschód. Do opuszczonych przez Polaków domów wpadały ekipy czyszczące. Grabiono wszystkie przedmioty, które przedstawiały jakąkolwiek wartość. Książki w języku polskim – niszczono, paląc na miejscu. Wypędzenia, zwane perwersyjnie repatriacją, zakończyły się w pewnym momencie. Ci, którzy się nie załapali i woleli (lub musieli) pozostać, poddani zostali brutalnej rusyfikacji. Temu m.in. służyła akcja paszportyzacji, czyli nadawania sowieckich dokumentów z wpisaniem fałszywej narodowości. W rubryce „narodowość” widniał wpis: ukraińska, białoruska, litewska... Znikali także księża. Niektórzy zsyłani za Ural, inni
     
50%
pozostało do przeczytania: 50%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze