Zapiski z podróży na Kresy

Czarny woron (tak nazywano ciężarówki kryte plandeką) przyjeżdżał najczęściej w nocy. Sołdaci wyprowadzali całe rodziny z domów, w pośpiechu poganiając kolbami, pakowali na samochód, nie pozwalali nawet założyć zimowej odzieży. Polaków transportowano na miejsce zgrupowania, gdzieś koło bocznicy kolejowej, skąd w bydlęcych wagonach zaczynała się długa droga na wschód. Do opuszczonych przez Polaków domów wpadały ekipy czyszczące. Grabiono wszystkie przedmioty, które przedstawiały jakąkolwiek wartość. Książki w języku polskim – niszczono, paląc na miejscu.

Wypędzenia, zwane perwersyjnie repatriacją, zakończyły się w pewnym momencie. Ci, którzy się nie załapali i
[pozostało do przeczytania 55% tekstu]
Dostęp do artykułów: