Bezpieka i sądy, czyli ta sama służba. Za mundurem sądy sznurem

Po ujawnieniu tych nokautujących dokumentów okrzyk „wolne sądy!” nie powinien przejść przez usta nikomu myślącemu logicznie. Wojskowa bezpieka i wojskowe sądy stanowią w nich jedność, gdy Józef Iwulski chwalony jest za „predyspozycje na oficera służby wymiaru sprawiedliwości, a także oficera WSW” czy „udział w rozprawach sądowych rozpracowywanych [!] przez Wojskowy Sąd Garnizonowy”. Takie to „wolne sądy” w jego osobie przechodziły później do sądownictwa cywilnego, a wreszcie do Sądu Najwyższego, by stanąć na jego czele w 2018 r.

Gdy w 1990 r., już w III RP, Józef Iwulski trafił do Sądu Najwyższego, awans ten wojskowa bezpieka odnotowała w karcie żołnierza WSW. W gorzkiej piosence Andrzeja Kołakowskiego o śmierci niepokornego czeskiego barda Karela Kryla i transformacji komunizmu w postkomunizm padają słowa: „A szpicel jak dawniej w knajpianych tkwił drzwiach i rozdział kolejny otwierał”. Tak właśnie nowy rozdział otwierał Józef Iwulski, kapitan wojskowej bezpieki, który znów miał idealne „predyspozycje”. Na miarę III RP.

Rodzice w MO, żona w SB, sędzia w WSW
Ojciec i matka w Milicji Obywatelskiej, żona w Służbie Bezpieczeństwa, on sam w Wojskowej Służbie Wewnętrznej (następcy Informacji Wojskowej i poprzedniczce WSI) – takie koligacje najważniejszego dziś polskiego sędziego najlepiej pokazują, czym był wymiar sprawiedliwości III RP. Takich sędziów było bardzo wielu, jak Polska długa i szeroka.
To dlatego Polska nie ukarała sprawców mordów bezpieki, tych z lat stalinowskich, a także tych z lat 80. To dlatego doszło do gigantycznego złodziejstwa przy okazji tzw. prywatyzacji. To rządy podobnych układów w wielu dziedzinach życia sprawiły, że Polska była państwem bezradnym po Smoleńsku.
Taka jest stawka walki o głęboką, prawdziwą reformę wymiaru sprawiedliwości, której najważniejszą odsłoną są zmiany w Sądzie Najwyższym.

Trafnie praktykuje metody bezpieki
Tym,...
[pozostało do przeczytania 77% tekstu]
Dostęp do artykułów: