ZDARZYŁO SIĘ NA WYBRZEŻU

Felieton [Konteksty]

Gdzie byłaby Polska, gdyby 40 lat temu w Gdańsku nie powstały Wolne Związki Zawodowe Wybrzeża? Jest pewne, że bez nich nie udałoby się zorganizować strajku w Stoczni Gdańskiej, w Gdyni i Szczecinie, a potem w całym kraju. Nie powstałaby Solidarność. Naród nie poczułby się choć przez chwilę suwerenem we własnym kraju, Polska nie stałaby się przykładem, który pociągnął za sobą inne kraje sprzedanego po wojnie Sowietom bloku. Co prawda, trochę racji mają wyznawcy teorii, że było to cwane pociągnięcie rosyjskich przywódców, którzy sami mieli już dosyć przaśnego komunizmu i kusiła ich wizja rządów oligarchicznych. W tę teorię wpisują się losy członków WZZ. Z perspektywy czasu można jasno zobaczyć, kto w momencie, kiedy tę iskrę dopiero krzesano, czynił to z czystym sercem i odwagą, a kto był posłany, żeby rozgorzały z niej płomień kontrolować. Dla KOR-u powstanie WZZW było wstrząsem. Uważali się za jedynych obrońców robotników, a tu pod bokiem wyrosła im organizacja, w
     
32%
pozostało do przeczytania: 68%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze