Czas wolnych narodów

Obecne spory w Europie są przejawem kilku procesów. Najważniejszy z nich dotyczy zakresu wolności narodów. Unia Europejska dosyć mocno postawiła sprawę wolności osobistych obywateli. Strzegą ich unijne prawa i specjalnie do tego powołane instytucje. Praktyka już taka bardzo różowa nie jest. Cenzura prasy w Niemczech, jaką widzieliśmy przy okazji napaści seksualnych na kobiety dokonywanych przez imigrantów, pokazała, że w UE wolności osobiste jednak dosyć łatwo składa się na ołtarzu takich czy innych ideologii. Przede wszystkim ideologii nazywających siebie liberalnymi. Brutalna interwencja sił porządkowych w Katalonii (podkreślam, że nie popieram żadnych podziałów w Hiszpanii) i brak na to reakcji UE pokazały, że ta organizacja stacza się w czystą hipokryzję.

Zdumiewające było też przyzwolenie na lżenie polskich wyborców przez unijnych polityków. Nazywanie ich faszystami, śmieciami itd., bez żadnych konsekwencji, pokazuje, że sztandarowa dla Unii ochrona godności człowieka ma swoje bardzo istotne ograniczenia – kiedy w grę wchodzą polityczne czy ekonomiczne interesy.

Nie zmienia to jednak faktu, że przynajmniej na płaszczyźnie deklaracji Unia bardzo mocno chroni prawa człowieka. Takich przywilejów w UE nie mają już narody. Jest to bardzo ciekawe zjawisko z punktu widzenia filozofii tej organizacji, bo ludzie teoretycznie mają prawo do wolnych wyborów, póki nie chcą tworzyć silnego narodu. To jest w większym czy mniejszym stopniu w UE zwalczane. Przyczyna jest dosyć prozaiczna – pod płaszczykiem unijnego internacjonalizmu chroni się interesy najsilniejszych państw. Do tego oszustwa dołączają się ruchy lewicowe, które nie chcą istnienia odrębnych narodów. Taki konglomerat ideologii i interesów był w stanie przydusić prawa narodów słabszych ekonomicznie. Najsłabsze były oczywiście te, które dotknęło jarzmo komunizmu. Teraz się budzą. Widać to bardzo w Polsce i na Węgrzech, ale ten proces będzie się poszerzał. Przewaga w UE...
[pozostało do przeczytania 38% tekstu]
Dostęp do artykułów: