Frasyniuk znów chce być legendą

W obliczu udramatyzowania przez Władysława Frasyniuka jego zatrzymania pojawia się pytanie, dlaczego tak postąpił.

Być może chciał sprawdzić, czy państwo to nadal „kamieni kupa”, jak wspominali jego polityczni koledzy, po której można skakać i ją lekceważyć. Z drugiej strony, cała ta hucpa jest jakimś ratunkiem dla programów informacyjnych TVN, którym brakuje już pretekstów do atakowania władzy i dowodów na jej rzekomy autorytaryzm. Zatrzymanie zostało dokonane zgodnie z prawem i podstawowymi procedurami, a akt oskarżenia jest jawny. Wszystko wskazuje na to, że zachowanie Frasyniuka było zaaranżowane tak, aby kamery TVN mogły uchwycić go w otoczeniu funkcjonariuszy. Było to także paliwo dla opozycji totalnej, czy właściwie totalitarnej, której retoryka nie dociera już do nikogo, ale przynajmniej może trochę pokrzyczeć.

Pamiętam, gdy w czasach Solidarności zadzwonili do mnie znajomi z Wrocławia i mówią: Andrzej, słuchaj, Geremek wyjechał z Polski i Frasyniuk jest bez nadzoru. Wsiadaj w pociąg, przyjeżdżaj, to zorganizujemy demonstrację i jak będziesz obecny, to Frasyniuk nie będzie mógł się nie pojawić. I faktycznie – pojawił się. Czyli trzeba było aranżować zewnętrzne zabiegi, żeby nakłonić go do wzięcia udziału w demonstracji. Tymczasem legenda mówi, jakoby Frasyniuk przewodził temu wrocławskiemu buntowi. Dla nas nie było tajemnicą, że był on żołnierzem Geremka. Ale na zewnątrz wyglądało to inaczej, na demonstracji staliśmy wszyscy na skrzynce pocztowej, podtrzymywaliśmy ją, aby się nie rozwaliła i żeby samemu nie spaść, i przemawialiśmy do ludzi. Kto mógł wiedzieć, że jeden z nas przyszedł pod presją otoczenia?

Frasyniuk przed Solidarnością nie działał w opozycji, obudził się dopiero w 1980 r. Wcześniej starał się o wyjazd do Niemiec, ale spotkał się z odmową. Nic więc dziwnego, że komuna mu się nie podobała, ale wówczas nie podobała się większości Polaków. Emigracja była marzeniem wielu naszych rodaków,...
[pozostało do przeczytania 36% tekstu]
Dostęp do artykułów: