Polska nie będzie „Syberią”

Problem imigrantów ożył na forum UE i w polskiej debacie publicznej. Warto więc do niego wrócić, przypominając realia zaciemniane przez propagandę wymierzoną w stanowisko Polski i innych państw Grupy Wyszehradzkiej, które odmawiają uznania narzucanego przez UE systemu kwotowego dystrybucji przybyszy. Przekonywanie przekonanych jest zajęciem jałowym. Pominę zatem kwestie oczywiste. W dyskusjach z nieprzekonanymi trzeba zaś stosować argumenty obalające ich tezy. Poniższy artykuł z tą myślą był pisany.


Na problem imigrantów trzeba spojrzeć bez emocji, jako na wyzwanie z dziedziny administrowania kryzysami. Ani uchodźcy, ani imigranci z Bliskiego Wschodu nie koczują u polskich granic, a nawet nie przechodzą przez Polskę w drodze do innych krajów. Moralne szantażowanie nas tym, że jesteśmy rzekomo winni czyjejś śmierci, jest dezinformacją. Od Polski żądano przyjęcia ludzi już uratowanych i umieszczonych w obozach na terytorium państw znacznie od Polski bogatszych. Przyjęcie kogokolwiek z obozów w Grecji, we Włoszech czy Francji nie uratowałoby mu życia. Wyzwanie, przed którym stanęła Polska, miało i ma przede wszystkim wymiar polityczno-ekonomiczny i wymiar bezpieczeństwa, a nie wymiar humanitarny. Ten ostatni zaś jest przez Polskę w pełni realizowany. Rzeczpospolita jest bowiem jedynym państwem, które zaangażowało się w pomoc na miejscu – w Syrii, za co ostatnio dziękował rządowi RP biskup Aleppo Georges Abou Khazen.

Nie do wytłumaczenia
Wymiar polityczny – wewnętrzny: Ten wymiar polega na odpowiedzi na pytanie o to, czy rząd ma działać zgodnie czy niezgodnie z wolą większości obywateli. Wielka Brytana i Dania wyłączone zostały z systemu kwot przymusowych. UE wie, że ich rządy muszą słuchać wyborców. Czas przyzwyczaić Europę, że nas też musi. W wypadku Polski dochodzi kilka dodatkowych pytań.
(1) Jak wytłumaczyć obywatelom, że na repatriację Polaków z Kazachstanu od 27 lat nie ma pieniędzy, ale...
[pozostało do przeczytania 69% tekstu]
Dostęp do artykułów: