Nous voulons Dieu

„My chcemy Boga, my, poddani! / On naszym Królem, On nasz Pan!”. Ucho lewicowego liberała, jak kiedyś ucho komunisty, nie może wytrzymać brzmienia tych słów. Dwa czy trzy ekstremalne hasła niesione w Marszu Niepodległości posłużyły tylko za pretekst.

Prawdziwa wściekłość, wręcz erupcja nienawiści, skierowana była na cały marsz, w którym kilkadziesiąt tysięcy ludzi szło pod tym hasłem. Szli poddani Boga. Nie Prus, nie Niemiec, nie Rosji, nie Unii Europejskiej wreszcie, tylko Boga. On naszym Królem. Warto przypomnieć, że ta pieśń rozbrzmiała po raz pierwszy we Francji. Nous voulons Dieu – słowa będące protestem przeciw postępującej ateizacji Francji – śpiewali Francuzi pielgrzymujący do Lourdes w 1882 r. Francja, zwana niegdyś „córą Kościoła”, dużo wcześniej walczyła pod sztandarami Boga. Naprzeciw „Saracenów”, którzy podbijali i plądrowali tereny dzisiejszej Francji, stanęli frankijscy rycerze i w słynnej bitwie pod Poitiers około 300 kilometrów od Paryża pokonali najeźdźców. W 732 r. nie było jeszcze Europy w dzisiejszym rozumieniu, ale była już wspólnota pewnej cywilizacji, która zobaczyła odmienność świata muzułmańskiego Wschodu od swojej kultury, i to odmienność, która nie wzbogaca, lecz niesie spustoszenie. Pod sztandarem Allaha muzułmanie podbili najpierw wschód, potem ruszyli na zachód. Podbój był wymiarem ich religijności, toczyli wszak „świętą wojnę”. Zderzyły się dwie cywilizacje. Ludzie, których nazywali niewiernymi, stawili opór pod sztandarem Boga i Maryi, bo wiedzieli, że tylko w wymiarze swojej religijności i swojej wiary mogą odnieść zwycięstwo. Na obrazie Charlesa de Steubena przedstawiającym bitwę pod Poitiers widać wielki [oczywiście faszystowski] krzyż celtycki. Krzyż ten w kształcie pomnika na wzgórzu, umieszczony w lewym górnym rogu obrazu, unosi się jak gdyby nad walczącymi. Arabowie zostali zmuszeni do odwrotu, uciekali, porzucając swoje łupy. Bitwa pod Poitiers na stulecia wypłoszyła ich z ziem francuskich....
[pozostało do przeczytania 33% tekstu]
Dostęp do artykułów: