Włochy - Na południowym froncie Europy

Wspomnijmy na koniec o 150. rocznicy zjednoczenia Włoch – 17 marca obchodzono ją uroczyście, jak przystało na wydarzenie o fundamentalnym dla państwa znaczeniu. Na obchody cień rzuciły pogłębiające się podziały między północą i południem. Coraz częściej znajdują one wyraz w pytaniu, czy zjednoczenie miało sens. Włochy raczej się nie rozpadną, ale być może zmierzają w kierunku, który może je całkowicie odmienić.

Od Kaddafiego do jego wrogów

Włochy mają z Libią nie lada kłopot. Pytanie numer jeden – jak to ujął autor wspomnianego komentarza w „Corriere della Sera” – dotyczy kwestii, czy i jak zdołają stać się przyjacielem przeciwników Kaddafiego, skoro przez długi czas pozostawały w przyjaźni z dyktatorem.

Szczególne miejsce Libii dla Włoch to efekt historii, położenia geograficznego i ważkich przyczyn gospodarczych. We wrześniu minie sto lat od rozpoczęcia przez wojska włoskie inwazji, która zakończyła się odebraniem Turcji trzech prowincji – Trypolitanii, Cyrenajki i Fezzanu, które pod przyjętą później nazwą Libii na ponad 30 lat stały się kolonią Włoch. Nie był to wprawdzie czas długi, ale wystarczył, by Włochy pozostawiły tu ślad, widoczny nawet teraz – wśród starszych wiekiem mieszkańców Libii powszechna jest znajomość języka włoskiego.

Włochy jednakże, jako państwo kolonialne, miały na sumieniu niejeden grzech. Dlatego więzy włosko-libijskie zacieśniły się dopiero wtedy, gdy za wszystko przeprosiły, popierając deklarację słowną obietnicą zadośćuczynienia na sumę 5 mld dol. w postaci inwestycji. W 2008 r. dobre stosunki przypieczętowano podpisaniem układu o przyjaźni, partnerstwie i współpracy.

Gdy przed paroma laty Libia zrezygnowała z programu atomowego i wspierania terroryzmu, a świat zachodni po długim okresie bojkotu i sankcji pospieszył z nawiązywaniem z nią stosunków, właśnie Silvio Berlusconi zaczął uchodzić za najbliższego jej przywódcę europejskiego. Do jakiego stopnia...
[pozostało do przeczytania 67% tekstu]
Dostęp do artykułów: