Człowiek z okładki „Gazety Polskiej” stracił pracę.

Dodano: 21/02/2012 - Nr 8 z 22 lutego 2012

Nie mogłem puścić krzyża Wszystko zaczęło się 2 sierpnia 2010 r. W Warszawie zapowiedziano przeniesienie Krzyża Pamięci spod Pałacu Prezydenckiego. – Akurat przyjechałem z Niemiec do Polski. Siedziałem wieczorem w domu i poczułem jakiś wewnętrzny przymus. Wiedziałem, że muszę tam jechać – wspomina Duda. Następnego dnia był już z żoną w Warszawie. Ze znajomymi poszli pod pałac pomodlić się. Pan Andrzej dostał się blisko barierek odgradzających tłum. – Ktoś dał mi drewniany krzyż. Powiedział, że zrobił go jakiś powstaniec. Mocno chwyciłem krucyfiks – opowiada. Tłum napierał na barierki. W pewnym momencie rozchyliły się i pan Andrzej wpadł za nie. – Od razu rzucili się na mnie strażnicy. Wykręcili mi ręce. Mimo potwornego bólu nie mogłem puścić krzyża – zapewnia. Fotoreporterzy zrobili swoje. Zdjęcia trafiły do wielu pism. W tym do „Gazety Polskiej”. Ceniony pracownik Po pewnym czasie Andrzej Duda ponownie pojechał do pracy do Niemiec. Podpisał nową
     
27%
pozostało do przeczytania: 73%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze