Tam, gdzie krowa ma swój dowód. Kraina pełna skrajności

Podróże [Indie]

Indie to państwo dziesięć razy większe od Polski, ma prawie miliard trzysta milionów mieszkańców. Niestety, większość z nich musi przeżyć za dolara dziennie. Tuż przed północą, 30 stopni na plusie, wilgotność 80 proc. Uśmiechnięty Hindus zachęca, aby to jego wybrać na szefa tej podróży. Po krótkich targach i ustaleniu ceny turysta wsiada do żółtego tuk-tuka. To autoriksza, która w Indiach pełni rolę taksówki. Gaz do dechy i kierowca odwracający się co chwila w stronę pasażera. Światła miasta, zgiełk ulicznego życia i pęd powietrza – tak wita nas Bombaj, jedno z największych miast indyjskiego półwyspu. Karoseria tuk-tuka wygląda jak kilkudziesięcioletnia metalowa beczka, prostowana na wszystkie sposoby. Przejazd przez miasto to wyzwanie. Hindus nie zdejmuje ręki z klaksonu, a mijane o milimetr ciężarówki w oczach przerażonego turysty wyglądają jak burty kontenerowców na oceanie. Przestrzeganie zasad ruchu drogowego kuleje, na porządku dziennym jest notoryczne
     
22%
pozostało do przeczytania: 78%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze