Grodno skolko ugodno. Polskie ślady

Grodno to jedno z najstarszych miast dawnej Rzeczypospolitej. Jego korzenie sięgają XII w. Odegrało znaczącą rolę w naszej historii – stąd wyruszał pod Psków Stefan Batory i tu dokonał żywota. Tu także obradował Sejm Niemy i tu abdykował Stanisław August.

Z wojennych perturbacji XX wieku Grodno wyszło stosunkowo obronną ręką – starówka ocalała niemal w całości. Dlatego do dziś, mimo typowego sowieckiego wandalizmu, miasto zachowało polski charakter. Co prawda, trudno mu równać się z Wilnem czy Lwowem, ale za to tylko tu były – i wciąż stoją – aż dwa zamki królewskie. Ponoć w czasach świetności w XVIII wieku pod względem liczby rezydencji magnackich Grodno ustępowało jedynie Warszawie.

Ślady polskości znajduje się tu niemal na każdym kroku, chociaż obecni włodarze miasta o tym milczą. Mimo że większość wycieczek zagranicznych przyjeżdża tu z Polski, tablice informacyjne czy mapki zawierają opisy jedynie w językach rosyjskim i angielskim. Przewodnicy dla odmiany starają się Polakom pokazywać wspomniane ślady czy pozostałości, ale w ich narracji prześladowania ludności polskiej zaczęły się... po 22 czerwca 1941 r. O ile jeszcze wspomną o obronie Grodna z 20–21 września, o tyle o towarzyszących temu wydarzeniu sowieckich bestialstwach (mordowanie jeńców i cywilów) już nie. Lata pierwszej sowieckiej okupacji (1939–41) jakby nie istniały. Powojenne prześladowania Polaków także są tematem tabu. A jednak, kiedy w 1962 r. sowieckie władze zdecydowały się wysadzić w powietrze Farę Witoldową (zabytek zasługujący na klasę UNESCO; ostatnio miejscowi podjęli starania i zbiórkę pieniędzy na jego odbudowę), zrobiły to cichaczem, z zaskoczenia, o godzinie 2 w nocy i za kordonem milicji. Mimo to natychmiast zebrały się tłumy modlących się, a pomimo tajemnicy, odkryto też miejsce wywózki gruzów.

Jeśli zaś chodzi o nazewnictwo ulic, to władze działają w stanie niejakiej schizofrenii historycznej. Ulica Batorego biegnie wzdłuż placu...
[pozostało do przeczytania 57% tekstu]
Dostęp do artykułów: