Miasto na górze. Raj dla filmowców

W promieniach wstającego słońca południowe stoki Atlasu mienią się marsjańskimi odcieniami ochry. Jedno z nagich wzgórz przede mną nie jest jednak zupełnie dzikie – wznosi się na nim miasto, zdające się wyrastać wprost z zapuszczonych tu korzeni.

Ajt Bin Haddu (Aït-Ben-Haddou) to warowny gród, zwany tutaj „ksar”, który przez wieki pełnił rolę karawanseraju na prastarym szlaku z Marrakeszu do Timbuktu. Nie prowadzono tu badań archeologicznych, a źródła pisane potwierdzają jego istnienie dopiero od XVII wieku, ale według tradycyjnych opowieści lokalnych Berberów osada istnieje co najmniej od początków XVI stulecia. Szlak karawan jest sporo starszy, można więc domniemywać, że i historia tego miejsca jest dłuższa.

Zbudowane z adoby, czyli cegły mułowej, mogłoby przetrwać stulecia w niezmienionej formie, gdyby nie deszcz. Na skraju pustyni deszcz wcale nie bywa taką rzadkością – a jest największym zagrożeniem dla budowli wzniesionych z iłu, piasku, słomianej sieczki oraz wysuszonych na słońcu. Dlatego domostwa w tym regionie co roku trzeba na nowo pokrywać warstwą polepy niczym tynku, a przeciętnie raz na pokolenie – odbudowywać, w przeciwnym razie zaczynają wyglądać jak śniegowy bałwan w roztopach.

Nazywanie Ajt Bin Haddu miastem ma sens jedynie w ujęciu historycznym, gdy zwarta zabudowa ksaru oraz handlowe zajęcie mieszkańców jakoś to usprawiedliwiały. Obecnie to spora wioska o luźnej zabudowie, położona obok ruin ksaru. Życie daje osadzie płynąca przez nią rzeczka, którą zresztą przez większość roku można przejść w bród suchą nogą po kamieniach, oraz gaje palmowe w jej dolinie. Bogactwo niegdyś pochodziło z handlu z przechodzącymi karawanami – i to się nie zmieniło, tylko juczne wielbłądy zastąpili turyści i... filmowcy.

Do połowy XX stulecia Królestwo Maroka (pod francuskim protektoratem) funkcjonowało w odwiecznym systemie feudalnym. Państwo stanowiło dość luźne stowarzyszenie klanów arabskich i...
[pozostało do przeczytania 55% tekstu]
Dostęp do artykułów: