Mięczaki? Poza euroboiskiem!

Euroreguły eurogry

Dobrze, skończę mękę Szanownych Czytelników. Autorem tych piętrowych pochwał wobec Anglii jest… kanclerz Angela Merkel! Ona? Tak, tak. Nikt inny tylko Frau Angela M. Czyżby nagły zwrot akcji i próba uwiedzenia pana z Londynu przez panią z Berlina (oczywiście politycznego), bo szefowa niemieckiego rządu jest starsza od szefa rządu Jej Królewskiej Mości o 12 lat? Ależ skąd. Niemka, jak to Niemka, jest realistką, chodzi po ziemi i wie, że jak się nie da więcej wydusić, a buntownika szybko spacyfikować, to trzeba z takim buntownikiem rozmawiać. Tylko ktoś zupełnie nieznający współczesnej polityki międzynarodowej mógłby mniemać, że gdy Londyn stanął dęba i nie chciał maszerować pod berlińsko-paryską komendą, o przepraszam, podpisać paktu fiskalnego, to pani Merkel śmiertelnie obrazi się na pana Camerona i z pogardą odwróci się do niego plecami. Wręcz przeciwnie, zaprosi go chyżo do tańca, nawet jeśli w tym tańcu umyślnie zdepcze mu stopy, bo w Unii Europejskiej reguła jest prosta: kto się stawia, kto twardo walczy o własne interesy, kto nie odpuszcza, kto nie daje traktować się instrumentalnie, kto nie daje się zastraszać i kto wreszcie wie, czego chce i co dla jego kraju jest dobre – ten budzi respekt. I z tym się rozmawia. Europa słusznie uważa, że tylko z takimi warto negocjować. O takich trzeba się starać.

Stanowczość w cenie

Przykładów jest bez liku. Irlandia parokrotnie okrzyczała europejskie traktaty (traktat z Nicei – przed dekadą, traktat z Lizbony – ostatnio) i dobrze na tym wyszła, bo wywalczyła tzw. derogacje, czyli wyjątki od unijnego prawa. Dzięki temu właśnie dumni Irlandczycy mają niższe podatki dla firm, co przyciąga do Dublina masę firm europejskich i amerykańskich, ale też znacznie lepiej pozwala funkcjonować irlandzkiemu biznesowi. Z kolei Hiszpanie, jak tylko opóźnili podpisanie umowy stowarzyszeniowej między wspólnotami europejskimi a Polską, Węgrami, Czechami i...
[pozostało do przeczytania 27% tekstu]
Dostęp do artykułów: