Trzeci reżyser i gwiazda

To wszystko, a nawet więcej, znajdziemy w filmie Curtisa. Fakt, amerykańska gwiazda czuła się wśród Anglików samotna. Jej małżeństwo przechodziło kryzys, który cztery lata później skończył się rozwodem. Iskrzyło też między rozkosznie roztrzepaną Marilyn i rygorystycznym Olivierem. Zderzały się dwie szkoły aktorstwa: klasyczna – angielska, z amerykańską metodą (Strasberga właśnie), podług której grali potem Brando, Newman, Nicholson. Marilyn miała kłopoty z duszą i ciałem, histeryzowała, manipulowała. Dziwne to było przedsięwzięcie, dzięki któremu gwiazda chciała się poczuć aktorką, a aktor gwiazdą, oboje darli koty – a wyszło im coś lekkiego, uroczego, autoironicznego.

Film
[pozostało do przeczytania 67% tekstu]
Dostęp do artykułów: