Debata między łykami piwa

Dodano: 08/08/2017 - Nr 32 z 9 sierpnia 2017

Felieton [Mucha na dziko]

Gdy w ubiegły piątek pojechałem na weekend do rodzinnego Krakowa, usłyszałem, jak z zakładu blacharskiego obok mojej ulicy jeden fachura krzyczał do drugiego coś o szefie MON Antonim Macierewiczu, powtarzając to, co usłyszał w jednej ze stacji telewizyjnych. Nadawał na tak wysokim tonie, jakby jego rozmówca, zapewne klient lub kolega z pracy, co najmniej zabił mu rodzinę, a sprawa toczyła się przed nieznającym szczegółów sądem. Słyszałem jego tyradę po drugiej stronie ulicy i jestem pewien, że nie tylko ja. To niestety coraz częstsze obrazki. Krzyczymy do siebie przy rodzinnych spotkaniach, przerzucamy zaciągniętymi z Internetu fragmentami cudzych wypowiedzi, nie weryfikujemy, by nie popaść w dysonans poznawczy. My mamy „wieczną rację”, a oni „wiecznie nie”. Jestem przygnębiony. Przygnębia mnie poziom debaty publicznej. Niestety, coraz dalej odchodzimy od tego, by zwyczajnie ze sobą rozmawiać. Wszędzie. W telewizjach, radiostacjach, na łamach gazet. W domach i w pracy
     
55%
pozostało do przeczytania: 45%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze