Rzeźnik, który kupował Sisleya

Dodano: 20/06/2017 - Nr 25 z 21 czerwca 2017

Felieton [Konteksty]

Gdyby ten felieton ukazał się na portalu internetowym, liczba komentarzy pod nim wyniosłaby zero. Bo nie ma dyskusji czytelników pod tekstami mówiącymi o kulturze, gorzej: o sztuce. Jeszcze gorzej: o malarstwie. Na większości portali dział „Kultura” występuje zresztą na szarym końcu, między np. działem „Lifestyle” a „Kryminałem”. Jeśli już tam wejdziemy, przeczytamy głównie o ostatnich premierach filmowych lub skandalach w teatrze, rzadziej o książkach, niemal nigdy o wystawach. Demon polityki wciąga wszystkich, nawet piszących o sztuce; pisze się o sztuce lewicowej bądź prawicowej, o twórcach „naszych” i „nie naszych”, o tych skandalizujących lub nastawionych patriotycznie. O malarstwie po prostu, malarstwie jako takim, mówi się coraz mniej, chociaż malarze istnieją dalej. Co prawda dyrektor Zachęty twierdzi, że najchętniej kupowałby nie obiekty, lecz idee, i że wystawia tam, co wystawia, bo w Polsce nie istnieje już malarstwo sztalugowe. A co właściwie wystawia, a
     
38%
pozostało do przeczytania: 62%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze