Kawior, pyzy i obrączka w radzieckich spodniach. Na bazarze, w dzień targowy...

Dodano: 18/04/2017 - Nr 16 z 19 kwietnia 2017

REPORTAŻ [Cudowne, przeklęte bazary]

Przedwojenna porcelana, kiecka wieczorowa z Ameryki, gorące, parujące pyzy, złote pierścionki z radziecką próbą, ucieczki przed tajniakami sprawdzającymi, czy ktoś nie handluje walutą – tak w czasach PRL-u wyglądało życie warszawskich bazarów. A dziś? – Dookoła „markiety”, ludzie raczej tam kupują – mówi mi jeden z handlarzy. Miałam cztery lata i skakałam z radości za każdym razem, kiedy babcia mówiła, że „dziadek pojechał na Szembek”. Wracał, dopadałam go jeszcze w drzwiach. Z kieszeni dziadkowego płaszcza wyciągałam nieprawdopodobne ilości sugusów, czyli owocowych, ciągnących się cukierków w kolorowych papierkach. Przynosił też lalki, misie, które w sklepach kosztowały tyle, że rodziców nie byłoby na nie stać. „Szembek” i „Różyc” jawiły mi się więc jako tajemnicze, odległe krainy szczęśliwości i dostatku. Dopiero później zrozumiałam, że były to po prostu warszawskie, tętniące życiem bazary. Mój dziadek, fan zakupów na straganach, niestety już nie żyje. Szkoda, także
     
11%
pozostało do przeczytania: 89%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze