Koszmar za zamkniętymi drzwiami. Nie zawsze widać siniaki

Zadbana, szczupła kobieta zdejmuje kaszmirowy, drogi sweter. Odpina srebrną, szeroką bransoletkę, pokazuje zasiniały, zielono-fioletowy nadgarstek i poznaczone odciskami palców przedramię. Krzywi pomalowane usta. – Nie wiem, z czego robicie tragedię. On po prostu się zdenerwował.

Na Teresę trafiłam przypadkiem. Kiedy wspomniałam koleżance, że piszę tekst o przemocy, powiedziała, żebym zadzwoniła do jej przyjaciółki. Po długich oporach kobieta zgodziła się porozmawiać i to chyba tylko dlatego, że poręczyła za mnie wspólna znajoma. Od początku były jednak zastrzeżenia: żadnych szczegółów mogących wskazać, kim jest. Żadnego angażowania w sprawę instytucji, które mogłyby jej pomóc. Ona nie chce. Bo jeszcze on by ją zostawił. A ona przecież go kocha.
Teresa wyszła za mąż siedem lat temu. Męża wszyscy postrzegali jako świetną partię. Wykształcony, zamożny, przystojny. Ona zresztą również jest dziewczyną z dobrego domu. Byli parą, za którą czasami każdy z nas ogląda się z zazdrością. Ładni, młodzi, szczęśliwi ludzie. – W sumie większość społeczeństwa postrzega nas tak do dziś. To, że nie zawsze jest kolorowo, to nasza sprawa. Ja o tym nie opowiadam, bo i po co? – mówi Teresa. I zaraz zaznacza, że w każdym związku zdarzają się kłótnie.

„Przecież nie okłada mnie pięściami”
W małżeństwie Teresy kryzys przyszedł dwa lata po ślubie. Ona wówczas chciała zacząć starania o dziecko, a mąż uważał, że jeszcze nie czas. – W sumie ta pierwsza awantura była z mojej winy. Napierałam na to strasznie, w końcu krzyknęłam w złości, że jak on nie chce, to może powinnam zmienić partnera. Wtedy się wściekł i tak... bardzo mocno przycisnął mnie do ściany. Miałam potem siniaki na ramionach. Potem puścił mnie i wyszedł – opowiada. Dodaje, że właściwie nie wie, czy jest sens z nią rozmawiać, bo przecież mąż jej nie bije. – On po prostu, kiedy się zezłości, potrafi mnie mocniej chwycić. Pchnąć na ścianę. Ale to nie jest tak, żeby...
[pozostało do przeczytania 71% tekstu]
Dostęp do artykułów: